sobota, 29 września 2012

Male zaskoczki

Scenka na dworcu w Gdansku, jeden tor na peronie ogrodzony siatkowym plotem, zapowiedz, ze pociag taki a taki wjezdza na tor przy tym peronie. Najpierw przejechal traktor- koparka, powoli, a potem tylem wywrotka, a pociag dlugo, dlugo pozniej, z tej wlasciwej juz strony. (Z poziomu lawki nie bylo widac, ze nie ma torow.)

czwartek, 23 sierpnia 2012

Co jest na rzeczy...

Na rzeczy sa slady. Zwlaszcza na uzywanej. Preferuje uzywane, oczywiscie nie buty, ani zadne inne takie, ale juz samochody - owszem. Dlaczego to ja mam byc tym, ktory w momencie wyjechania z salonu samochodowego traci w pare sekund 1/3 wartosci pojazdu, na ktore trzeba ciezko zapracowac? Poza tym, dlaczego to ja mam sie palowac z wszelkimi, nieudowodnionymi naukowa koniecznoscia, przegladami, wymianami plynow w serwisie autoryzowanym, w ktorym wszelkie uslugi sa co najmniej dwukrotnie drozsze? Jak mowi nauka o niezawodnosci urzadzen - wszelkie wady ukryte wychodza w czasie poczatkowej eksploatacji maszyny, potem to sie uspokaja, by na koniec zycia nakladaly sie wszelkie mozliwe luzy powstale podczas calego okresu amortyzacji, az naprawa staje sie nieoplacalna. A takie ksiazki - uwielbiam czytac ksiazki, ktore mialy poprzednigo wlasciciela, jakies dedykacje, zagiete rogi, uwagi na marginesach, czasem mocno wnikliwe...
Kazdy przedmiot, mimo poczatkowego wygladu standardowego nabiera cech indywidualnych wlasnie przez jego uzywanie - te ryski, plamki, wlasne naklejki, osobiste tla, wytarcia - tylko tak jestesmy w stanie odroznic nasz telefon, samochod od drugiego, takiej samej marki i modelu... Z jednej strony, staramy sie zbytnio nie wyrozniac, dazac do posiadania rzeczy takich jak inni, a jednoczesnie mania tuningowania, ozdabiania, podkreslania naszej indywidualnosci wylazi z nas na kazdym kroku.
Rzeczy przez slady mowia o swojej historii, mozna sie wsluchac, mozna odrzucic, udac sie do sklepu i oddac sie lansowanej przez srodki masowego przykazu manii zakupow, nowosci, niekoniecznie lepszej od tego starego modelu. Wiele jest takich przykladow, chocby np. w modelach telefonow firmy naszych, przez Baltyk, sasiadow, poslugujacych sie jezykiem z grupy ugro-finskich, na N. Kiedys byla np. w menu funkcja tymczasowego aktywowania profilu sciszonego, sam sie przelaczal na glosny. A teraz? Zanikla. W zadnym z nowszych modeli jej nie ma. I juz. Nowsze, lepsze jest wrogiem dobrego.
Przyzwyczailismy sie, ze nowe rzeczy sa coraz mniej trwale, co ma gleboki sens, w skrocie mniej wiecej taki, ze wydajemy pieniadze, ktorych nie mamy, na rzeczy, ktorych tak naprawde nie potrzebujemy, zeby zaimponowac ludziom, ktorych nie lubimy. Ja osobiscie staram sie tak nie robic, ale czasem korci, oj korci... :P
Gdyby rzeczy sie nie zuzywaly coraz szybciej, nasza gospodarke czekalaby stagnacja, deflacja, bezrobocie, ruina, choroba, smierc albo cos jeszcze gorszego. Pewnie wtedy ludzi nie stac byloby na kupowanie komputerow coraz szybszych, wiekszych, z coraz bardziej skomplikowanym oprogramowaniem, na ktorych powoli nikt sie tak naprawde nie zna, musieliby z glodu ograniczyc diete, zaczac hodowac warzywa na kazdym skrawku ziemi, np. na dachach i swiat stanalby na glowie - jedynym powszechnym i dostepnym srodkiem lokomocji bylby rower (kryzys naftowy, gazowy i lupkowy). Wiecie, ze teraz mlodzi nie wiedza jak zrobic twarog z mleka zsiadlego domowym sposobem? Dzieci mysla, ze mleko powstaje w fabryce, tak jak kokokola... I co z tymi wspanialymi SUVami, vanami, terenowkami, ktore w zyciu nie widzialy blota? Teraz juz wszyscy wiedza, ze wlasciciel Hummera ma pewne problemy....
Pogon za nowoscia, bezrefleksyjna, to cos jak instynkt lemingow - gnaja, gnaja, gnaja, bo wszyscy gnaja. Ktos kiedys zadal pytanie, jaka rzecz wywarla najwiekszy wplyw na zycie ludzi w ostatnim wieku - okazalo sie, ze samochod. Nie ten osobowy, choc to tez, ale mozliwosc latwego i szybkiego przewiezienia szybko psujacej sie zywnosci do miast - mozliwosc oddalenia miejsca wytworzenia jedzenia od miejsca jego konsumpcji. I co z mitami wolnosci, swobody, mozliwosci, jakie daje na wlasny pojazd? Przeszlo chyba na motocykle. Ciekawe, kiedys motocyklami jezdzili mlodsi, ktorych nie stac bylo na samochod, a teraz... co kask zdejmie to siwy leb, samochod, wcale nie byle jaki, w garazu, a motocykl do przejazdzek od swieta, dodajmy - motocykl czasem drozszy od zupelnie niezlego samochodu, dodac nalezy kombinezon, kask, rekawice, buty, pas na nerki, sakwy albo kufry i mozna wydawac duzo wiecej na swoje hobby niz na powszedni i bez polotu czterokolowiec.
Wsrod filozofujacych inteligentow panuje modna pogarda dla rzeczy doczesnych, ale nie oszukujmy sie, gdybysmy dziecku nie dali zadnych zabawek nie rozwineloby sie prawidlowo, poslugujac sie tylko abstrakcjami. Niektorzy z tych zabawek nigdy nie wyrastaja, i to obu plci sie tyczy ta uwaga, choc tych w spodenkach bardziej.

wtorek, 26 czerwca 2012

Depresyjna karpatka na sposób holenderski


Oto cos, co mozna zrobic w czasie porownywalnym do zrobienia budyniu, ciekawe smakowo, dla wybitnie leniwych, jak niespodziewani goscie zadzwonia, ze sa w drodze... dodatkowo niedrogie w sumie
Skoncza sie stresy, ze karpatka nie wyrosnie odpowiednio ksztaltnie, wiec spodziewana depresja ci minie.

bierzemy: krem do karpatki, pare paczek prostokatnych (to wazne) krakersow, gotowa polewe czekoladowa np w opakowaniu prozniowym do wrzucenia do wrzatku czy inna podobnie latwa w przygotowaniu
krem robimy tak jak na przepisie na opakowaniu
blache wykladamy jedna warstwa krakersow, rowno przy sobie, na to krem do karpatki, na to nastepna warstwe krakersow, na wierzch polewe czekoladowa, posypujemy ewentualnie dowolna posypka (kolorowa, czekoladowa, czy inna cholera) i voila!
kroimy, obzeramy sie i chwalimy zrodlo, skad wzielismy tak banalnie prosty przepis.

środa, 6 czerwca 2012

Uczmy dzieci, nie fizyki

Ostatnio mialem okazje przeczytac ciekawy artykul w gazecie pod takim wlasnie tytulem. Zaciekawila mnie koncepcja uczenia dzieci nie dobranych pod wzgledem wiekowym, a pod wzgledem poziomu wiedzy w danej dziedzinie, podzialy bylyby na grupy zainteresowan. Oczywiscie nasuwa sie tu wiele problemow - skad wziac odpowiednia kadre, skoro cale pokolenia zostaly wyksztalcone w obecnym systemie, z nauczycielami wlacznie, jednak jak tak troche pomyslec - to daloby sie przeprowadzic, spojrzmy chociazby na nauke jezyka - sa grupy podzielone bardziej ze wzgledu na zasob wiedzy i umiejetnosci, niz na wiek (mowie o pozaszkolnych kursach i doksztaltach) Mysle, ze wlasnie to jest naturalny sposob nauki. Ilez to talentow zmarnowalo sie w szkole, bo musieli nudzic sie i zniechecac na lekcjach, na ktorych inni z trudem przyswajali (badz nie) wielokrotnie powtarzane wiadomosci, takie, ktore te zdolniachy juz dawno pojely i chcialy wiedziec wiecej... Od razu slysze oponowanie malkontentow - samych nauczonych w dotychczasowym systemie, ze brak nauczycieli, specjalistow, ludzi z pasja... Powoli dokonuja sie zmiany w naszej oswiacie, ale skoro jest internet, moga byc przeciez epodreczniki dostepne online, wyklady, eksperymenty, dyskusje za posrednictwem netu... Tylko problem z baza komputerowa, z tego co wiem wykorzystywana bardzo nieefektywnie.
Przeciez dzieci ucza sie same, z radoscia, byle tylko to bylo przez zabawe. Jesliby dobrze sie czuly, wiedzialy, ze bedzie ciekawie - kto powstrzymalby je przed radosnym udawaniem sie do szkoly ( rany, jak to sielankowo i idealistycznie zabrzmialo, brrr:)
Dotychczasowy system nauki powstal ze dwa wieki temu aby zlikwidowac analfabetyzm i przygotowac robotnikow do pracy. Teraz wyzwania staja przed czlowiekiem zupelnie innego rodzaju - nie chodzi o wykucie slabo dostepnych wiadomosci i wtedy jest sie niby czlowiekiem oswieconym, wyksztalconym, ale o wlasciwe przefiltrowanie nadmiaru informacji, bodzcow, smiecia wszelkiego rodzaju i umiejetnosc wyszukania w tym calym chlamie tego, co bedzie przydatne, praktyczne, dajace zysk, chociazby materialny. Jak wtedy mogloby wygladac spoleczenstwo? Wizjonerzy maja wyobraznie, ktora byc moze umialaby opisac nowa sytuacje i przewidziec zjawiska z tym zwiazane, byc moze taka rewolucja moglaby byc naszym wkladem w historie ludzkosci... takie tam sny o potedze, skoro nie potrafimy jako nacja myslec i dzialac efektywnie zbiorowo -  moze nasze zdolnosci do jednorazowych akcji i poswiecenie sie w ramach rewolucji zaowocuja know-how w tej dziedzinie wiedzy - w sumie nie wymagajacej niewyobrazalnych nakladow na surowce, inwestycje, baze materialna.... Ja, naiwny jak pijane dziecko we mgle, wierze skrycie w potege rozumu ludzkiego, ostatnio cos niewiele dajacego o sobie znac w zyciu publicznym swiata.

wtorek, 7 lutego 2012

Panama


wyskoczylem na weekend do Panamy...
po raz pierwszy, w samolocie linii Condor, z Frankfurtu do Panamy, z miedzyladowaniem na Santo Domingo w Dominikanie, obejrzalem filmik instruktazowy dla pasazerow z zainteresowaniem! Do filmiku wykorzystano sobowtory slawnych ludzi, wiec jak stewardessa mowila cos o bagazu, to w kadr weszla Paris Hilton, Jak bylo o nieuzywaniu sprzetu elektronicznego - Elvis musial przestac spiewac i sciagnac sluchawki, jak opadaly maski tlenowe - Marilyn Monore musiala najpierw zalozyc maske sobie, a potem - siedzacej obok swojej miniaturze w wieku dzieciecym, jak Indianin zaczal palic fajke pokoju, to Old Shatterhand pokazal mu znak o zakazie palenia, a na koniec, przy ladowaniu, Armstrong odsunal rolete w oknie i powiedzial cos o kroku w przyszlosc. W magazynie linii byl reportaz o realizacji tego filmiku, maja sie rzeczywiscie czym pochwalic, to naprawde przykuwalo uwage i przez zabawe - uczylo.
tu jest link, polecam : http://www.youtube.com/watch?v=g8hH74vcqaA
Na lotnisku - pare godzin czekania nie wiadomo na co - mieli mnie w wykazie, chcieli jakas wize, nie rozumiem do czego bylem ja im tam potrzebny, nikt porzadnie nie gadal po angielsku - co dziwne, w koncu pracuja na imigracyjnym na lotnisku!


Po drodze krajobrazy jak w Malezji - bananowce, wilgoc, gory, autostrada jak w Polsce - platna i z takimi dziurami na srodku, ze poczulem sie od razu jakos bardziej swojsko - podobno droge zbudowali nie dalej jak 5 lat temu tuz przed wyborami. Kraj niewielki, gesto zaludniony, szerokosc - 20-40 km, dlugosc okolo 200, ale gory ma duzo lepsze niz nasze - najwyzszy szczyt to okolo 3,5 km npm
Tylko ci, co kosili trawe w rowach, oprocz takich jak nasze podkaszarek, mieli tez i uzywali maczet! Podobno Panama jest druga potega bankowa na swiecie, tuz po Szwajcarii, ale szybko ja goni, bo nie ma zadnych umow o udostepnianie danych klientow - czyli to idealne miejsce dla mafii i innych bossow do przechowywania i prania brudnych pieniedzy, poza tym Panama to takze jedna z najpopularniejszych tanich bander...
W Panamie posluguja sie rownolegle amerykanskimi dolarami, w zasadzie jako banknoty widzialem tylko dolary, i ichnia waluta - balboa, jako reszte dostalem cwiercdolarowke i rownowartosc balboa - mialy nawet te same wymiary.

A to sa motocykle policyjne, zatrzymali nas po drodze, nawet jedna policjantka to kobieta byla...
Z ciekawostek zaczerpnietych z wikipedii: to kraj, w ktorym przyrost naturalny oscyluje w okolicy 20 promili, a 30% ludnosci nie przekroczylo 14 lat zycia.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Sos do spaghetti












Spaghetti po polsku-bolonsku

Wiktuały:

3 cebule

olej

czosnek - musi być!

listki laurowe

ziele angielskie

mieso mielone - indycze, wołowo-wieprzowe, wieprzowe, co jest pod ręką - około pół kilo

koncentrat pomidorowy 30 g

sol, pieprz, ew. papryka, powidła, cukier - do smaku, wino czerwone

makaron spaghetti



pokrojoną dowolnie cebulę szklimy na rozgrzanym z listkami laurowymi i zielem angielskim tłuszczu
na zeszklona wrzucamy drobnymi kawałkami mięso mielone - im drobniejsze kawałeczki - tym lepiej
smażymy mięso do sczernienia lub zbielenia, jeśli drobiowe
dodajemy połowe rozgniecionego czosnku, koncentrat pomidorowy i grzejemy dalej, jesli zrobi sie przypalające - dodajemy pół szklanki wody
wszystko gotujemy około pół godziny do 45 minut
sol, pieprz do smaku, jeśli mięso jest kwaśnawe po tym wszystkim (zdarza sie, zależy od mięsa) dodajemy ze dwie łyżeczki cukru, ja dodaję zawsze z łyżke stołowa powideł, koniecznie węgierkowych, najlepiej międzychodu lub łowicza, na koniec podgrzewania drugie pół surowego rozgniecionego czosnku

w tym czasie można zacząć gotować wode na makaron spaghetti i ugotować go na "al dente", jak dodamy lyzke oliwy do wody bedzie sie mniej kleil, mozna go zahartowac zimna woda w durszlaku, ale wtedy sos powinien byc cieply.
sypiemy na makaron dowolną ilość pokrojonego na wiórki dowolnego sera żółtego
na to sos, mieszamy i obżeramy sie do nieprzytomności wspominając dawcę przepisu ciepłymi słowy

sos jest dużo lepszy, jeśli sobie postoi z dzionek boży w lodówce, przed podaniem warto go podgrzać, nawet w mikrofalówce

zimny jest też smaczny, na świeży chleb foremkowy np., konsystencja na ciepło powinna być raczej stała niż wodnista, coś jak dobra żołnierska grochówka, w której łyzka stoi pionowo

Wypróbowane na ludziach, że nawet podawane przez okrągly tydzień nie nudzi się, idealne danie kawalerskiej kuchni

powyższa porcja, jak to nie są chłopi z pola, starcza spokojnie na 5 osób na raz, a jak kto oszczędny i ma dzieci małe to na dwa dni na 3 osoby na luziku

w mojej wieloletniej karierze podawacza tego przepisu nie spotkałem jeszcze nikogo, komu by nie smakował, albo tylu dobrze wychowanych ludzi nosi świat, w co wątpię