piątek, 31 lipca 2015

jakie trzy slowa? (what3words)

Wlasnie wyczytalem.
Powstal, juz jakis czas temu, genialny w swojej prostocie, system ustalania wspolrzednych punktu w terenie, adresu znaczy, najbardziej uzyteczny tam, gdzie wlasnie nie ma adresu, w naturze, w miejscach nieobjetych administracja panstwowa, do ktorych jakos trzeba dotrzec, aby przyniesc pomoc np. w czasie kleski zywiolowej, w krajach biedniejszych czy po prostu kiedy trzeba sie spotkac na imprezie typu 'Przystanek Woodstock'.
Wynalazca podzielil cala powierzchnie globu, w tym wody, na kwadraty o boku 3x3 m i kazdemu przypisal niepowtarzalna sekwencje trzech slow naturalnych, po angielsku, choc sa tez tlumaczenia na kilka innych jezykow, niestety nie nam najblizszych, choc jest rosyjski i niemiecki.
Zainteresowanych odsylam do zrodla, niestety dla niektorych niedostepnego:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1627285,1,nie-masz-adresu-nie-istniejesz.read
i na strone what3words.com
Pomysl wart rozpowszechnienia, podobno rzad norweski juz czyni starania do wprowadzenia systemu jako obowiazujacego.
Aplikacja niestety na iphony dziala od wersji oprogramowania 8.0 bodajze, wiec te nieszczesne czworki i czworki s uposledzone, jak dotad, ale mozna operowac ze strony www.
Wiec rozpowszechniam!
I wy to czyncie, jako i ja czynie!
Z ostatniej chwili: nawigacja navmii zintegrowała system what3words z wyszukiwaniem w swoim oprogramowaniu, to działa!
Edit 2020:
To się nadal rozwija, jest już język polski, działa jako nakładka w Google.maps, działa w mercedesowej nawigacji, w fordowskiej, w motocyklach tryumph, jedna z firm kurierskich używa tego do szybszego dostarczania przesyłek, szczegóły na what3words.com

piątek, 17 kwietnia 2015

Wszystko jest projektem

Ostatnio czytam, slucham, ogladam i uszom nie wierze - chyba wszedzie naokolo sami projektanci. W programie o samochodach - przebudowa lub remont to projekt, w pracy kontrakty to realizacja projektu, w domu niedlugo chyba bedzie projekt - zmywanie. Nie sposob nie przywolac okreslenia: 'boski projekt'

Mialem za soba etap w zyciu, kiedy bylem projektantem i rozroznialo sie to od okreslenia: 'konstruktor' czy 'technolog'.
Glowny projektant mial do dyspozycji wyspecjalizowanych projektantow od architektury, budowy maszyn, automatyki, kadlubow, wyposazenia, instalacji rurarskich itd. Powstawal plan nowego czegos, co musialo byc zaprojektowane z uwzglednieniem zaleznosci pomiedzy poszczegolnymi dzialami: jak rurarz walnal trase glownego rurociagu przeciwpozarowego to nie mozna tam bylo zaplanowac torow kablowych, jak byl tor kablowy u gory, to pod spodem mogly byc rury, a odwrotnie juz nie, bo jak sie rure uszkodzi to woda zaleje wszystko w dol, a prad jedynie do kadluba przebije co najwyzej i wywali zabezpieczenia. No ale..

Obecnie projektem jest np. remont samochodu. Przoduje w tym jeden z lubianych przeze mnie kanalow diskowernych. A nie mozna tego nazwac remontem lub naprawa?
Na dodatek najczesciej podejmujacy sie takiego 'projektu' nie jest w stanie okreslic jak to cos na koniec ma wygladac, ile kosztowac i jak powinno byc zrobione. To raczej jedna wielka improwizacja niz 'projekt'. I od razu mowie, ze nie mam nic do wielkiej improwizacji, sam dosc czesto bywam jej autorem i to zazwyczaj uwienczonej sukcesem, cokolwiek slowo to znaczy.

W dobie specjalizacji podejmujacy sie naprawy jest obarczony koniecznoscia planowania, ale czy na pewno mozna to podciagnac pod projekt? Musi wykryc uszkodzenia, wytypowac i zakupic czesci zamienne, materialy i narzedzia, o ile ich nie ma, i przemyslec sposob doprowadzenia rzeczy do stanu akceptowalnego przez siebie badz klienta. W moich poprzednich pracach bylo to raczej zadanie dla technologa, nie dla projektanta.

Czyzby nazewnictwo zdradzalo tu jakies ukryte kompleksy zwyklych rzemieslnikow wobec tworcow?
A moze cos innego?
Czlowiek zawsze chcial, aby to co robi powodowalo szacunek, aprobate, poklask u innych tego nie umiejacych lub zbyt leniwych, aby podejmowac sie wyzwan.

Juz nawet muzycy cykl koncertow, przedstawien czy imprez zwykli byli okreslac slowem 'Projekt'. Tylko po co? Oni juz sa tworcami i nikt braku kreatywnosci nie jest w stanie im zarzucic. A wlasciwie - jest, bo zwykle to jakies kowery, odgrzebane stare przeboje, nowe aranzacje wymarlych wykonawcow itd, oryginalnosci w tym, poza zastosowanymi gadzetami i nowinkami elektronicznych instrumentow, niewiele.

A biurokracja - w CV czesto czyta sie, ze ktos byl odpowiedzialny za wiele projektow. Np. prowadzil uzgodnienia z klientem, ktore doprowadzily do podpisania kontraktu, czuwal nad realizacja dostaw badz prac, ktore wienczyly dane dzielo, obiekt, porozumienie. Ale dlaczego to projektem zwą? Co by szkodzilo nazwac to po imieniu, precyzyjnie: koordynacja kontraktu, nadzor nad realizacja przedsiewziecia, uzgodnienia konsumeckie czy co to tam bylo.

Chyba ze chodzi o projekcje idei z wlasnego przepastnego rozumu na coraz bardziej nas otaczajaca rzeczywistosc, ale wtedy raczej pownno sie nazywac to wlasnie projekcja, a nie projektem. Mam na tapecie projekcje takiego a nie innego pomyslu, to mozna jeszcze uznac za poprawne okreslenie.

Znowu wystepuje jako stary pierdziel mamroczacy: 'A za moich czasow to hoho!'

Ale to troche wkurza, ze jezyk zamiast ewoluowac w kierunku precyzji i niwelowania emocjonalnego podejscia do czynnosci i przedsiewziec daje sie manipulowac w kierunku belkotu nowomowy oficjalno-biurokratycznej, zaspokajajacej marzenia wybujalego ego poslugujacego sie tym czy owym okresleniem. Cos jak konserwacja powierzchni plaskich na okreslenie sprzatania

Ale to pewnie dlatego, ze moje niedokarmione ego prostestuje, ze inni tez smia sie okreslac mianem, na ktore mozna zasluzyc wkladajac mnostwo czasu na nauke, zdobycie doswiadczenia i wplesc w to wszystko odrobine kreatywnosci. I ze kazdy podworkowy majsterklepka czy urzednik moze sie po(d)pisac - o , to moj projekt!

Dzis nie bedzie dlugo, koncze projekt 'post na blogu', zeby oddac sie projektowi 'pakowanie', w celu  realizacji projektu 'powrotna podroz', by w koncu znalezc czas na niezmiernie wazny projekt 'sen i odpoczynek'. Musze wszystko dokladnie zaplanowac, skoordynowac, skorygowac, zapisac, zapamietac, trzymac sie wytycznych i uwzgledniajac ograniczenia zewnetrzne i wewnetrzne dotrwac do konca. Projektu 'Zycie'.

A dla ceniacych lapidarnosc podsumowanie w zolnierskich slowach (projekt: skrot):
Noschmurwakaszawać! Ilez mozna pierdzielic o projekcie jak to ino normalna, prosta czynnosc jest?

niedziela, 8 lutego 2015

Libertango by Katarzyna Groniec, slowa Wojciech Młynarski

Lęk
Rozwija szary tren
Wnet
Zakradnie się w twój sen
Zdusi płacz
Wygna noc na bruk
Skrzywi twarz
Zetrze czerwień z ust

Cień
Odklei ci od nóg
Dźwięk oderwie Ci od ust
Czarny deszcz
Wymyje z duszy żar
Myśli złe
Pofruną szukać dna

Czego pragniesz Joelle
Kim jesteś
O czym myślisz
Co chcesz zrobić
Dlaczego Joelle

Tańcz
Aż knajpy pójdą spać
Bierz
Tych których pragniesz brać
Lęk
Rozpływa się we mgle
Cicha śmierć
Wyciera z kosy rdzę

Ciemny pokój
Walizka Joelle
Pieści sukienki rąb
Wspomina sepię zdjęć
Koi żal
Żegna ból
Joelle
Nie ma
Już





taka tam niby byle jaka pioseneczka z filmu 'Frantic'

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Cud niepamieci

Teraz bedzie o tym, ze ten Niemiec, co mi wszystko chowa, coraz bardziej sie ze mna zaprzyjaznia.
I to wcale nie jest smieszne

Wybaczcie intymny ton notki, zwracam sie do wszystkich ku przestrodze, jak juz zapomne, to sobie przeczytam i moze przypomne sobie, czego nie pamietam lub jaki to ja bylem madry kiedys.

Tak, czytajcie i wiedzcie, co was czeka z wiekiem, zeby potem nie bylo zawalu, ze nagle i niespodziewanie - bum - czegos nie pamietacie.

Wyczytalem u Lema, w bardzo madrej filozoficznej dysertacji, ze tak dlugo zyjemy, jak dlugo pamietamy. Nawet stworzenie niesmiertelnego czlowieka bedzie bez sensu, skoro bedzie pamietal gora 100 lat - po cholere mu zyc jak i tak bedzie pamietal to ostatnie?

Moja pamiec jest krotkotrwala i niedostepna:



Coraz bardziej mi ona doskwiera, a raczej luki w niej, wyrwy wrecz, poglebiajace sie z roku na rok. Teraz to juz chyba kratery.

Zapominam, gdzie wlozylem klucze, co przy obecnosci srednio 8 kieszeni w ubraniu wierzchnim i spodnim jest pewnym problemem,  ale mam na to sprytny sposob - zawsze je chowam w tylnej lewej kieszeni spodni, tylko potem problem - ktorych!

Zapominam roznych rzeczy zabrac albo z domu, albo z miejsca, w ktorym bylem - i tak przepadly: buty robocze na ktoryms statku, klapki - nie mam pojecia gdzie, polarek i koszulka w nieobejrzanej przed wyjazdem zamknietej szafie w hotelu w Szwecji, o stu innych rzeczach, o ktorych wiem, ze gdzies byly w domu i za nic ich nie moge znalezc nie wspomne.

Zapominam zabrac waznych rzeczy tuz przed wyjsciem z domu - a to komorka sie ladowala i zostala, trzeba wracac, a to GPS przygotowany i lezal, a zostal - no w sumie mozna sie spytac o droge, a to papiery do rozliczenia delegacji tuz przed wyjazdem spakowane w koszulki i ulozone ladnie - zostaly, rodzinka musiala doslac poczta.


Zauwazylem, ze z przeczytanych ksiazek i obejrzanych filmow zapamietuje klimat, nastroj, czasami jakis bardzo drobny szczegol, ale nie jestem w stanie powtorzyc czy zacytowac jakiegokolwiek nazwiska, powiedzonka, zwrotu! Ile razy sie zlapalem na tym, ze ogladam jakis odcinek serialu, czy nawet atrakcyjny film akcji - (ostanio: 'Iluzja') - i nagle sie lapie - cholerka, ja juz to kiedys widzialem! Ale za nic nie przypomne sobie kto zabil czy jak to bylo zrobione.

Calkiem ze zdziwieniem zas obserwuje, ze niezmiennie nie popelniam bledow pisanych, w sensie ortograficznych i w wiekszosci gramatycznie tez sobie radze, chyba tu pamiec wzrokowa jest o wiele wierniejsza i trwalsza niz inne pamieci.

Z ciekawostek wiem, ze najtrwalsza jest pamiec zapachu - do dzis pamietam zapach przedpokoju mojej babci z dziecinstwa, i wiem na pewno, ze rozpoznam go bez pudla nawet po 30-40 latach od ostatniego tam pobytu.


No a jednoczesnie jestem w stanie wyrecytowac 100 pierwszych wersow Pana Tadeusza, ktorego nauczylem sie w ogolniaku, w miare plynnie mowie po rosyjsku, ktorego rowniez wtedy sie nauczylem, ale nie uzywalem przez ponad 20 lat w ogole, pamietam sytuacje z mojego wieku nastoletniego, a nie pamietam co jadlem przedwczoraj na obiad, ani co sie zdarzylo pol roku temu, nawet mi to nie swita, mimo ze to z dziedziny, ktora odruchowo zauwazam, pamietam bez zadnego wysilku (jak dotad- czyli sprawy techniczne). Nie wspomne o drobnej wadzie mojego umyslu, ktora uniemozliwia mi zapamietanie, w ktorym roku skonczylem ktora prace (zawsze musze dojsc do roku 80, w ktorym skonczylem podstawowke i pieczolowicie dodajac lata, ktore o dziwo pamietam, dojsc do konkretnej daty).

Od czasu powstania swiadomosci, ze zawsze mozna zajrzec do komorki, maila, kalendarza - nie jestem w stanie zapamietac waznych numerow telefonow najblizszych ani pracowych.



 A piny i hasla do roznych portali, to jest dopiero tragedia, zwlaszcza jak sa czasowe i po pol roku, miesiacu, roku jest przymus, zeby je zmienic!

O tym, ze uciekaja mi nazwiska ludzi, z ktorymi niedawno sie stykalem, pracowalem nie wspomne, bo to tak powszechne , ze az trywialne, do nastepnych wad mego umyslu dorzuce jedynie, ze jakies 2-3 sekundy  po przedstawieniu mi imienia kogos nowego absolutnie i doszczetnie imie to zapominam - bezpowrotnie, gdyby nie wspolni znajomi nie bylbym w stanie zwrocic sie do tego kogos po imieniu w danym , nowo poznanym towarzystwie - i jest to calkiem demokratyczna wada - bez wzgledu na wiek, plec, atrakcyjnosc wizualna czy przymioty umyslu - zapominam.

Tu z tego miejsca prosze i apeluje - ludzie, z ktorymi sie stykam - nie obrazajcie sie! To naprawde nie jest brak szacunku, uwagi, zla moja wola czy zadufanie w sobie i arogancja - tak sie po prostu dzieje. Bardzo pomagaja mi portale spolecznosciowe, jakies naszeklasy, fejzbuki i inne takie, jednak nie wszystko da sie zapamietac z ich pomoca.

Nic nie pomagaja te apele, gdy do moich wlasnych corek mowie tak, ze ZAWSZE zaczynam ich imie od poczatkowej spolgloski tej drugiej, a koncze reszte imienia poprawnie - ile razy mi to wytknieto, obrazily sie obie, zreszta wciaz sie obrazaja, nawet w takiej istotnej sprawie moja pamiec nie jest w stanie dzialac poprawnie.
Mam tez ciekawa przypadlosc - ZAWSZE, jesli sie nie zastanowie przed palnieciem, myle pralke z lodowka i odwrotnie, a na 'piekarnik' mowie: 'bagaznik'.

Oprocz tego w nauce jezykow obcych sa slowa, ktore zupelnie nie brzmia po polsku tak samo jak po innemu, a je pamietam na zawsze, a sa takie, ktorych ucze sie kilkakrotnie, pamietam pare tygodni czy miesiecy, zapominam ich znaczenia, znowu je znajduje i sie ich ucze, znowu na pare tygodni jest spokoj i znowu je zapominam, i wiem, ze tak bedzie zawsze.

Jednoczesnie, gdy znam kontekst zdania w obcym jezyku, zupelnie plynnnie to zdanie przetlumacze nie znajac znaczenia 40% slow w nim uzytych. Jak sie mnie potem spytac na wyrywki o te same wyrazy nie mam zielonego pojecia co oznaczaja.

Najdziwniejsze chyba w tym wszystkim jest to, ze nie rozpoznaje wlasnego pisania juz po kilku miesiacach od zajscia - wchodze ci ja na jakies dawno nie odwiedzane forum, profil, blog - czytam ja ci calkiem niezle refleksje jakiegos pacana - a tu po dluzszej chwili okazuje sie - ze ten pacan to ja!

 Tu wtret humorystyczny, musze szybko, bo zapomne:
- Co robi kakowiaczek?
- Cija!

To samo uczucie mnie nachodzi, jak raz napisze jakas uwage na post, artykul, notke - przez przypadek nie daje sie tego mojego stworu z przyczyn technicznych opublikowac - i - jesli to nie jest doslownie kilka zdan - nie jestem w stanie odtworzyc tych wszystkich uwag w podobnym tonie, zawsze jest to inaczej, czasami gorzej, czesciej nawet lepiej niz za pierwszym razem, ale nigdy tak samo.

Kurcze, kim ja jestem i co ja tutaj robie???!!!?????

sobota, 15 listopada 2014

Pasy niebezpieczenstwa w samochodzie

Tak sie zastanawiam o zasadnosci obowiazku zapinania pasow. Jak kto nieswiadomy to i tak umrze po zadzialaniu napinaczy.
http://foteliki-pod-lupa.pl/biomechanika-zderzen/zima-kurtka-i-pasy-bezpieczenstwa-jak-nie-stracic-watroby-i-sledziony/
Czy jednak jazda motocyklem bez pasow czasami nie jest bezpieczniejsza? No, zima na pewno nie... Jak sie nie wywrocisz, to zaziebisz, i tak i tak mozna umrzec.

wtorek, 11 listopada 2014

Drogi (doslownie) urzedzie skarbowy!

w odpowiedzi na wasze pisma zn.nr ...z dn. ... w sprawie mojej prosby o rozlozenie naleznosci wynikajacej z korekty rocznego zeznania PIT za rok 2013 na raty odpowiadam:

Pogielo was! Jak myslicie, o ile w ogole, czy ktos, kto najpierw odpisal ulge na pelnoletnie a studiujace dziecko, potem te pieniadze otrzymal i wydal, nastepnie wezwany do zlozenia wyjasnien o nienalezne wg was odliczenie od podatku skorygowal i, zachecony przez weryfikujaca jego zeznanie urzedniczke, zlozyl podanie o rozlozenie dosc pokaznej sumy na raty robi to tylko tak, zeby wam zrobic na zlosc??? Jednym slowem zostalem ukarany za wychowanie zaradnego potomka, ktory na dodatek uczciwie zglosil swoj dochod w urzedzie, bo gdybym wychowal roszczeniowego, leniwego matola albo cwaniaczka lawirujacego w szarej strefie, to nadal mialbym ulge?
Uczyla kiedy mama, ze barany sie strzyze, a nie goli, bo nastepnym razem nie bedzie juz kogo strzyc? Nie???

Najwyrazniej.

Wyobrazacie sobie, ze czlowiek pracujacy, i to wyjazdowo, ktory zaledwie mial czas wpasc, i to spozniony, na wezwanie urzedu, przebywajac slownie jeden dzien pomiedzy dlugimi wyjazdami zagranicznymi, nie ma co robic, tylko zbierac dla waszej zachcianki wszystkie dane o kredytach, zobowiazaniach, kosztach utrzymania, kosztach biezacych,  w ktorych sam ledwo sie rozeznaje, aby uzasadnic mozliwosc rozlozenia na raty, a ze chwilowo gotowki nie ma - to wam i tak zaplaci?

I tak nie zaplaci, bo nie ma, bo liczac na w miare klarowny przekaz o uldze na dzieci, ze jak studiuja, to ma on prawo do odpisu, te pieniadze przeznaczyl na planowy remont, i fizycznie ich nie posiada, zaplaci najwyzej pozniej, i informowanie go o tym, a osobno pismem do jego zony,  (nastepnymi poleconymi) ze nie spelnil idiotycznego wymogu zebrania zaswiadczen, ze nie jest wielbladem, w zwiazku z czym jego prosba zostala odrzucona, wydajecie wiecej na znaczki i obsluge sprawy, niz wam wplynie z obowiazkowych ustawowych odsetek za zwloke jest czystym absurdem genialnych inaczej, pozal sie borze, menadzerow sluzby panstwowej.

Jednoczesnie pokazujac marne szanse wygrania z duza arogancka instytucja czlowieka, waszego klienta, a jednoczesnie posrednio pracodawcy, ktory wam placi z wlasnych podatkow pensje, a jest traktowany przez was jak maluczki kombinatorek powodujecie, ze ow czlowiek, spostrzegawczy skad inad,  zauwazyl, ze naliczacie koszty uzyskania przychodu tak, jakby ow czlowiek pracowal w zakladzie pracy w swoim miescie, a on, co mozna stwierdzic jednym rzutem oka patrzac na to skad splywaja PITy z jego zakladu pracy, jest, wam na zlosc, zatrudniony od 6 lat z gora w firmie, ktora ma siedzibe dobre 300 km od miejsca zamieszkania rzeczonego obywatela,. wiec nalezy sie cofnac 5 lat i skorygowac nienaleznie pobrany zawyzony podatek.

Chcialem machnac reka na te pare zlotych, konkretnie okolo kilkuset przed opodatkowaniem, ale jak wy tak - to ja tez bede scisle trzymal sie przepisow, ktore wymyslone przez madrzejszych umozliwiaja potem opaczna interpretacje tym glupszym i wydajacym wiecej na bzdurne zawiadomienia i wymogi niz to wszystko warte.

W zwiazku z tym nalezy skorygowac kwote kosztow uzyskania przychodu w ciagu ostanich 5 lat (srednio licze po 20 minut na kazde zeznanie, aby wyliczyc ile nienaleznie zabraliscie), potem sformulowac odpowiednie pismo do waszych wewnetrznych komorek, z odpowiednim powiadomieniem mnie i mojej zony osobnymi listami poleconymi, w jaki sposob i kiedy moge poswiadczyc prawidlowosc wyliczen i kwoty, nastepnie zawiadomic o mozliwosci odbioru pieniedzy, rowniez zapewne listami poleconymi.
A, ja tez oczywiscie bede zadal odsetek za zwloke na dzien wyplacenia nienaleznie pobranego podatku.

Zywie nieplonna (byc moze) nadzieje, ze te proste wyliczenia nie przekraczaja umiejetnosci wyksztalconych ekonomicznie pracownikow urzedu (dane o kwotach pobranych sam widzialem w bazie komputerowej urzedu)  i nie obarczy mnie szanowny urzad (kolejnymi dwoma listami poleconymi) obowiazkiem samodzielnego wyliczenia tak skomplikowanych dzialan. Moglbym omylkowo zastosowac rachunek calkowy i przeksztalcenia Fouriera i zagubic sie w nieznosnej meta-matematyce, a scislej arytmetyce, ktora jest nauka o ideale, a wiec o czyms nieistniejacym. Jesli jednak przyjdzie wam taki genialny pomysl do glowy, spodziewajcie sie podobnego w charakterze pisma, przeslanego do wyzszej instancji Jasnie Oswieconego Urzedu z prosba o wyjasnienie, czego urzad nie zrozumial: ze pobiera nienaleznie wyzszy podatek, konkretnie o ile wyzszy (kwoty sa w ustawie) czy jeszcze czegos?

I co, oplacalo sie wymagac zaswiadczenia o niebyciu wielbladem?

Rozumiem, ze zadaniem Urzedu nie jest wnikliwe rozpatrywanie absurdalnych prosb obywateli, a jedynie dotarczanie jak najwiekszej kwoty do wydawanego bezmyslnie budzetu panstwa i jest on rozliczany nie z opinii, jaka ma wsrod obywateli, ale od kasiory, jaka wymusza, ignorujac wszelkie mozliwosci pojscia na reke podatnikowi i nie rozglaszajac niekorzystnych finansowo dla budzetu panstwa przepisow i ulg.
Kazdy sposob jest dobry, aby nie wyplacic naleznych podatnikowi jego wlasnych pieniedzy.



BEZ powazania
NN

piątek, 7 listopada 2014

Swiatem rzadza odzwierni


motto: 'Idea jest jak latarnia morska - trzeba do niej dazyc, ale tylko idiota rozbije o nia statek'

Przepisy.
Co to niby jest?
Otoz to niby cos takiego, co wymyslaja madrzejsi, zeby ci troche mniej madrzejsi nie przeszkadzali, nie wpadali w klopoty, nie uszkadzali siebie i innych rzeczy, zeby ci, co nie wiedza, ze nie nalezy krasc, zabijac, meczyc zwierzat itd. tego nie robili. Wymyslaja to madrzejsi z populacji, ogolnie wszyscy uzgadniaja, ze to nie jest glupie, a potem ci mniej madrzy uzywaja nie do konca przewidujacych wszystkich okolicznosci przepisow, zeby utrudnic zycie tym madrzejszym, ktorym by do glowy nie przyszlo, zeby krasc, zabijac, meczyc zwierzeta itd.

Nie mowiac o tym, ze mnostwo jest przepisow absurdalnych, glupich, niesprawdzajacych sie w zyciu, nie majacych zastosowania do obecnych warunkow, i sto tysiecy jeszcze innych, historycznych, ktorych ktos zapomnial uniewaznic, np. prawo do przepedzania stada owiec przez miasto przez jakichstam obywateli z tysiac szescet ktoregos tam roku, ktory to przepis wygrzebali i wykorzystali studenci pewnej renomowanej uczelni angielskiej i nic im nie mozna bylo zrobic, bo mieli do tego prawo.


Wezmy dla naprzykladu taka policje, najlepiej drogowa, zeby byla klarowna i zrozumiala sytuacja. Prawo o ruchu drogowym nakazuje i zabrania mnostwa rzeczy. Sa jednak sytuacje, gdzie przepis o np. dostosowaniu predkosci do warunkow jazdy moznaby wykorzystac do podwyzszenia predkosci dopuszczalnej np. w terenie zabudowanym. Jest 3 nad ranem, zywego ducha, na drodze ani na chodniku, jasno, bo lampy swieca, dlugi odcinek prostej w terenie zabudowanym z ograniczeniem do 40, bo za dnia tam sie korki tworza, czlowiek sobie jedzie 70 na godzine, a tu wyskakuje patrol z krzakow i czlowiekowi przywala mandat. No, obiektywnie niby maja racje, moze nawet by odpuscili, ale sa rozliczani (ciekawe co za geniusz taki wskaznik wymyslil) ze skutecznosci poprzez liczbe wypisywanych mandatow i nie da sie wytlumaczyc, ze noc, ze zywego ducha, ze zadnego niebezpieczenstwa, no bo przeciez sa przepisy i one mowia wyraznie - bez wyjatkow. I stoja chlopcy-radarowcy i sami przyznaja, ze to nie ich wina, ze szef im kaze stac tu i tam w tych i tych godzinach, a sa to miejsca wcale nie te, w ktorych notuje sie najwiecej wypadkow i w ktorych sama obecnosc radiowozu zwiekszylaby bezpieczenstwo, tylko tam, skad ich nie widac, zeby mogli zaskoczyc i zarobic dla skarbu panstwa.
Podobnie ze nieracjonalne uwazam stanie 120 sekund przed czerwonym swiatlem na pusciutkim i znakomicie oswietlonym skrzyzowaniu ze swietna widocznoscia w srodku nocy, konkretnie o 4.30 nad ranem, przy dobrej przejrzystosci powietrza. Niby mozna te sygnalizatory wylaczac na noc, ale ktos nie dopatrzyl, nie przewidzial, nie dopilnowal i sa, i dzialaja.

Tak samo uwazam, ze obowiazek bezwzglednego zapinania pasow to troche przesada, czlowiek, ktory moze legalnie skoczyc sobie ze spadochronem lub na bungee nie moze wybrac, czy chce zapinac pasy i przy pozarze samochodu sie spokojnie spalic, czy nie. Nie wiadomo, czy zapiecie pasow naprawde uratuje mu zycie, moze wtedy jak z impetem wyleci przez przednia szybe i w nic nie uderzy przezyje, a jakby zostal toby go tir z przeciwka zmiazdzyl? Dlatego najchetniej prowadze motocykl, tam moge jezdzic bez pasow zupelnie legalnie.



A inne przepisy? Zalozmy, ze mamy kogos na wozku inwalidzkim na dworcu z przejsciami podziemnymi miedzy peronami i obok jest przejscie na tym samym poziomie z napisem: 'Przejscie sluzbowe, przechodzenie zabronione'. Jesli przewieziemy naszego niepelnosprawnego przez to przejscie straznik ochrony kolei ma pelne prawo ukarac nas mandatem, co zapewne tez zrobi, jak tylko zobaczy, bo to przeciez jego obowiazek, przeciez wyraznie napisane, ze przejscie zabronione.

Juz nie wpomne o dziurawych jak sito rygorach bezpieczenstwa na lotniskach, tysiacach przeszukiwanych pasazerow, skonfiskowanych szczypczykach do paznokci albo zapomnianym scyzoryku i bramkach, przez ktore prowokujacy co pewien czas dziennikarze przenosza co chca, a porwac samolot moze kazdy, kto albo ma wykalaczke i przylozy ja do oka stewardessie, albo posluzy sie zbita butelka albo metalowym nozem z biznes klasy. Ile to godzin zmarnowanych na stanie w kolejkach, ile dobr skonfiskowanych, ile wody wylanej, bo nie wolno, ile wyjasnien, pamiatek potraconych.

Zreszta nie ma co wymyslac przykladow, kazdy na pewno spotkal sie z tysiacami przepisow utrudniajacych zycie.

O ironie zakrawa, ze w miare normalni ludzie, uznajacy slusznosc pomyslu stosowania przepisow jako takich, sa wykorzystywani i nekani przez glupcow, ktorzy sa obryci w pewnych szczegolnych przypadkach, wiadomo, nieznajomosc prawa szkodzi, albo wykorzystuja sytuacje (celnicy bioracy lapowki, pogranicznicy przepuszczajacy bez kolejki za pewna kwote, ochroniarze w sklepach, ktorzy w kazdym widza potencjalnego zlodzieja i przeszukuja torby i plecaki).

Co mozna zrobic z idea? Jak jeszcze wypaczyc, zeby przynosila korzysci materialne maluczkim, a nie ogolne dobro calosci spoleczenstwa?
Oj, mozna. Czasami czlowiekowi nie starcza wyobrazni, co moze przyniesc zycie.

 
I tak jest od dziecka, nawet jak ktos wymysli, ze mozna nauczyc mlodego i mloda, jak odroznic dobro od zla, zaraz sie pojawia gromogrzmiacy 'moralisci', ze to wbrew tradycji (chrzescijanskiej), ze tak nie wolno, ze oni sie tego nie uczyli i prosze na kogo wyrosli! No wlasnie, na bezrefleksyjnych, niepelnosprytnych, udajacych ewolucje krzykaczy.
Nawet ochrona kobiet przed przemoca domowa jest wbrew naturze i staja przeciw niej nie tylko ciecie i lejacy zony brutale, ale tzw. przedstawiciele (pozal sie boziu) nauki.
Niektorym, jak dojda do pewnego wieku nalezaloby pieknie podziekowac za wklad i obowiazkowo przestac sluchac, nagrywac, cytowac. Ale dziennikarskie prawa rynku nie pozwola.
Kiedys Spartanie mieli fajny przepis na zdrowe spoleczenstwo - stracali starcow ze skaly. Pomarzyc mozna, gdyby tak swiatli ludzie (tylko skad ich brac i jak weryfikowac?) zbierali sie w kupie, oceniali dorobek i stwierdzali w jakis sposob, ze dany osobnik robi wiecej zlego niz dobrego - i wykluczaliby go z prawa do publikowania jego pogladow, skazywali na ostracyzm, juz kiedys byla taka instytucja - uznawalo sie kogos za kalajacego honor i wykluczalo, jednak nie wiem czy wiecej z tego nie bylo zlego przez hipokryzje i dwulicowosc niz korzysci spolecznych.
Tak sobie tylko mysle, byc moze moje poglady tez sa bardziej szkodliwe niz pozyteczne i bylbym wykluczonym? Przynajmniej wiedzialbym, ze cos jest z nimi nie tak. A wiekszosc bladzacych nie wie, albo nie dopuszcza do siebie takiej mysli i szkodza jak pijane zajace.