Pokazywanie postów oznaczonych etykietą groch z kapustą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą groch z kapustą. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 kwietnia 2016

Bez spinki


Nie wiem jak inni, ale ja mam wręcz niebotyczne uznanie dla osób robiących coś z niedbałym, nonszalanckim wręcz mistrzostwem, i nie jest ważny wiek, płeć, uroda czy dziedzina, w której ów mistrz bryluje.

Od młodego, sprawnego spawacza, który szyje ściegiem pachwinowym ogromne płaty blachy, przez ujmującego brakiem gwiazdorstwa i profesjonalizmem w prowadzeniu czegokolwiek Wojciecha Manna, zachowującego się jak zwierzę sceniczne od małego Macieja Stuhra, bawiącego się i pasażerów kapitana lotu, który na tyle niebanalnie przekazuje zwykłe dla podróży powietrznej komunikaty, że przykuwa uwagę, wszelkiego rodzaju tancerki, śpiewaczki, aż do chodzącego z pewną dystynkcją i wprawą pana z kosiarką na parkowym trawniku.



 Aż przyjemnie popatrzeć na coś, co jest wykonywane niby bez wysiłku, od niechcenia, z wyraźną przyjemnością, choć każdy wie, ile za tym pozornym brakiem wysiłku jest godzin treningu, robienia czegoś, myślę, że nie będę odosobniony w przeświadczeniu, że ten ktoś musi wkładać w owo robienie czegoś pozytywne emocje.

Nie bawią mnie filmiki typu rzucanie tortami albo nagłe przestraszenie kogoś zza węgła. Tam nie ma pozytywnych uczuć, włącza mi się empatia i od razu wyobrażam  sobie, co musi czuć poszkodowany, a jak wiadomo najważniejszą moja dewizą jest: Nie rób drugiemu co tobie niemiłe (nigdy nie wiem, czy stawiać tam przecinek w środku, czy nie).

Osobną kategorią podziwu u mnie są autorzy parający się słowem pisanym, a zwłaszcza prozą, poezję trawię prawie wyłącznie w formie z odpowiednio dobraną muzyką - jak czytam Baczyńskiego czy nawet Mickiewicza niektóre wiersze automatycznie włączają mi Demarczyk, Grechutę czy innego Niemena.
Do autorów ciekawych lektur mam podziw wręcz graniczący z uwielbieniem, nic na to nie poradzę.

A jak jeszcze autor/autorka ma do siebie dystans, traktuje swoje rzemiosło z przymrużeniem oka, na luziku, bawi się konwencją, czasami stylizuje się na swoją własną parodię, pastisz etc, to już w ogóle może ze mną zrobić, co tylko zechce (żart, żart, ale nie tak do końca).

Taki Lem, dla naprzykładu, z jego wstępami do nieistniejących dzieł, bajkami robotów, traktatami filozoficznymi, ogromem wyobraźni i do tego wspaniały epistolograf z Mrożkiem, to już dla mnie prawie guru.

Wracając do pozornego braku wysiłku, tak naprawdę chyba wszyscy wiemy, ile to tak naprawdę wymaga czasu, trudu, tak niby od niechcenia machnąć karykaturkę, zaśpiewać coś perfekcyjnie a capella, czy pożonglować sześcioma piłeczkami jedną ręką...

https://www.facebook.com/TheRichest.org/videos/859896100781539/

Jest to bez wątpienia spektakularne, niezwykłe, niecodzienne i mimo że człowiek sam tego nie potrafi, podziwia nieznośną lekkość bytu. Czyżby schowane gdzieś w głębi człowieka przekonanie, że gdyby tylko chciał, miał czas, wziął się, miał odpowiednią motywację - też na pewno by tak potrafił?
To stąd popularność wszelkiego rodzaju programów typu Mam Talent?

http://joemonster.org/filmy/79477/Artysci_w_swoim_fachu_czyli_najlepsi_i_najszybsi_kompilacja

Jedynym wnioskiem, jaki wyciągam jest to, że lepiej coś robić, i to robić jak najwięcej różnych rzeczy, próbować prawie wszystkiego, żeby odnaleźć tę dziedzinę, która nam sprawi niepohamowaną, dziecięcą radość z robienia tego czegoś, a może przekształci się ona w profesję, tak jak u mnie, bo od dziecka fascynowało mnie jak coś działa, co jest w środku, dlaczego przestało, i tak jakoś się złożyło, że robię to, co lubię, jeszcze mi płacą, a na dodatek jeżdzę nie za swoje po różnych zakątkach globu, podczas gdy inni za to płacą grube pliki banknotów ciężko zarobionych w trudzie i znoju, czasem w nielubianej pracy.

A najśmieszniejsze jest to, że nigdy nie chciałem czegoś naprawiać za pieniądze, a tylko z czystej radości zmiany stanu skupienia ciała z uszkodzonego na naprawione.

 Jaką to daje satysfakcję można sobie wyobrazić właśnie obserwując kogoś od niechcenia naprawiającego w 15 minut coś, czego nie potrafi załoga znająca urządzenia na co dzień, ale nie potrafiąca skojarzyć możliwych zależności miedzy faktami, które sami przecież opowiadają naprawiającemu.

W życiu codziennym też chyba wolimy się otaczać ludźmi bez spiny, traktującym pobyt na tym ziemskim padole jako okazję do dobrej zabawy, także w pracy, i wiedzącymi co tak naprawdę jest ważne. Jak się wchodzi do domu z porysowanym parkietem od razu nasuwa się refleksja - ci, co tu mieszkają wiedzą, że podłogi są dla ludzi, a nie ludzie dla podłóg, tak jak to zaobserwowałem na jednym, bardzo drogim jachcie, gdzie kapitan chodził tylko w skarpetkach, już nie tylko po podłodze, ale po (sic!) pokrowcach pokrywających podłogę. Szczyt bezsensu!


I to przypomniało mi następną obserwację:
'Im droższy ktoś ma zegarek, tym mniej wolnego czasu'.

piątek, 7 listopada 2014

Swiatem rzadza odzwierni


motto: 'Idea jest jak latarnia morska - trzeba do niej dazyc, ale tylko idiota rozbije o nia statek'

Przepisy.
Co to niby jest?
Otoz to niby cos takiego, co wymyslaja madrzejsi, zeby ci troche mniej madrzejsi nie przeszkadzali, nie wpadali w klopoty, nie uszkadzali siebie i innych rzeczy, zeby ci, co nie wiedza, ze nie nalezy krasc, zabijac, meczyc zwierzat itd. tego nie robili. Wymyslaja to madrzejsi z populacji, ogolnie wszyscy uzgadniaja, ze to nie jest glupie, a potem ci mniej madrzy uzywaja nie do konca przewidujacych wszystkich okolicznosci przepisow, zeby utrudnic zycie tym madrzejszym, ktorym by do glowy nie przyszlo, zeby krasc, zabijac, meczyc zwierzeta itd.

Nie mowiac o tym, ze mnostwo jest przepisow absurdalnych, glupich, niesprawdzajacych sie w zyciu, nie majacych zastosowania do obecnych warunkow, i sto tysiecy jeszcze innych, historycznych, ktorych ktos zapomnial uniewaznic, np. prawo do przepedzania stada owiec przez miasto przez jakichstam obywateli z tysiac szescet ktoregos tam roku, ktory to przepis wygrzebali i wykorzystali studenci pewnej renomowanej uczelni angielskiej i nic im nie mozna bylo zrobic, bo mieli do tego prawo.


Wezmy dla naprzykladu taka policje, najlepiej drogowa, zeby byla klarowna i zrozumiala sytuacja. Prawo o ruchu drogowym nakazuje i zabrania mnostwa rzeczy. Sa jednak sytuacje, gdzie przepis o np. dostosowaniu predkosci do warunkow jazdy moznaby wykorzystac do podwyzszenia predkosci dopuszczalnej np. w terenie zabudowanym. Jest 3 nad ranem, zywego ducha, na drodze ani na chodniku, jasno, bo lampy swieca, dlugi odcinek prostej w terenie zabudowanym z ograniczeniem do 40, bo za dnia tam sie korki tworza, czlowiek sobie jedzie 70 na godzine, a tu wyskakuje patrol z krzakow i czlowiekowi przywala mandat. No, obiektywnie niby maja racje, moze nawet by odpuscili, ale sa rozliczani (ciekawe co za geniusz taki wskaznik wymyslil) ze skutecznosci poprzez liczbe wypisywanych mandatow i nie da sie wytlumaczyc, ze noc, ze zywego ducha, ze zadnego niebezpieczenstwa, no bo przeciez sa przepisy i one mowia wyraznie - bez wyjatkow. I stoja chlopcy-radarowcy i sami przyznaja, ze to nie ich wina, ze szef im kaze stac tu i tam w tych i tych godzinach, a sa to miejsca wcale nie te, w ktorych notuje sie najwiecej wypadkow i w ktorych sama obecnosc radiowozu zwiekszylaby bezpieczenstwo, tylko tam, skad ich nie widac, zeby mogli zaskoczyc i zarobic dla skarbu panstwa.
Podobnie ze nieracjonalne uwazam stanie 120 sekund przed czerwonym swiatlem na pusciutkim i znakomicie oswietlonym skrzyzowaniu ze swietna widocznoscia w srodku nocy, konkretnie o 4.30 nad ranem, przy dobrej przejrzystosci powietrza. Niby mozna te sygnalizatory wylaczac na noc, ale ktos nie dopatrzyl, nie przewidzial, nie dopilnowal i sa, i dzialaja.

Tak samo uwazam, ze obowiazek bezwzglednego zapinania pasow to troche przesada, czlowiek, ktory moze legalnie skoczyc sobie ze spadochronem lub na bungee nie moze wybrac, czy chce zapinac pasy i przy pozarze samochodu sie spokojnie spalic, czy nie. Nie wiadomo, czy zapiecie pasow naprawde uratuje mu zycie, moze wtedy jak z impetem wyleci przez przednia szybe i w nic nie uderzy przezyje, a jakby zostal toby go tir z przeciwka zmiazdzyl? Dlatego najchetniej prowadze motocykl, tam moge jezdzic bez pasow zupelnie legalnie.



A inne przepisy? Zalozmy, ze mamy kogos na wozku inwalidzkim na dworcu z przejsciami podziemnymi miedzy peronami i obok jest przejscie na tym samym poziomie z napisem: 'Przejscie sluzbowe, przechodzenie zabronione'. Jesli przewieziemy naszego niepelnosprawnego przez to przejscie straznik ochrony kolei ma pelne prawo ukarac nas mandatem, co zapewne tez zrobi, jak tylko zobaczy, bo to przeciez jego obowiazek, przeciez wyraznie napisane, ze przejscie zabronione.

Juz nie wpomne o dziurawych jak sito rygorach bezpieczenstwa na lotniskach, tysiacach przeszukiwanych pasazerow, skonfiskowanych szczypczykach do paznokci albo zapomnianym scyzoryku i bramkach, przez ktore prowokujacy co pewien czas dziennikarze przenosza co chca, a porwac samolot moze kazdy, kto albo ma wykalaczke i przylozy ja do oka stewardessie, albo posluzy sie zbita butelka albo metalowym nozem z biznes klasy. Ile to godzin zmarnowanych na stanie w kolejkach, ile dobr skonfiskowanych, ile wody wylanej, bo nie wolno, ile wyjasnien, pamiatek potraconych.

Zreszta nie ma co wymyslac przykladow, kazdy na pewno spotkal sie z tysiacami przepisow utrudniajacych zycie.

O ironie zakrawa, ze w miare normalni ludzie, uznajacy slusznosc pomyslu stosowania przepisow jako takich, sa wykorzystywani i nekani przez glupcow, ktorzy sa obryci w pewnych szczegolnych przypadkach, wiadomo, nieznajomosc prawa szkodzi, albo wykorzystuja sytuacje (celnicy bioracy lapowki, pogranicznicy przepuszczajacy bez kolejki za pewna kwote, ochroniarze w sklepach, ktorzy w kazdym widza potencjalnego zlodzieja i przeszukuja torby i plecaki).

Co mozna zrobic z idea? Jak jeszcze wypaczyc, zeby przynosila korzysci materialne maluczkim, a nie ogolne dobro calosci spoleczenstwa?
Oj, mozna. Czasami czlowiekowi nie starcza wyobrazni, co moze przyniesc zycie.

 
I tak jest od dziecka, nawet jak ktos wymysli, ze mozna nauczyc mlodego i mloda, jak odroznic dobro od zla, zaraz sie pojawia gromogrzmiacy 'moralisci', ze to wbrew tradycji (chrzescijanskiej), ze tak nie wolno, ze oni sie tego nie uczyli i prosze na kogo wyrosli! No wlasnie, na bezrefleksyjnych, niepelnosprytnych, udajacych ewolucje krzykaczy.
Nawet ochrona kobiet przed przemoca domowa jest wbrew naturze i staja przeciw niej nie tylko ciecie i lejacy zony brutale, ale tzw. przedstawiciele (pozal sie boziu) nauki.
Niektorym, jak dojda do pewnego wieku nalezaloby pieknie podziekowac za wklad i obowiazkowo przestac sluchac, nagrywac, cytowac. Ale dziennikarskie prawa rynku nie pozwola.
Kiedys Spartanie mieli fajny przepis na zdrowe spoleczenstwo - stracali starcow ze skaly. Pomarzyc mozna, gdyby tak swiatli ludzie (tylko skad ich brac i jak weryfikowac?) zbierali sie w kupie, oceniali dorobek i stwierdzali w jakis sposob, ze dany osobnik robi wiecej zlego niz dobrego - i wykluczaliby go z prawa do publikowania jego pogladow, skazywali na ostracyzm, juz kiedys byla taka instytucja - uznawalo sie kogos za kalajacego honor i wykluczalo, jednak nie wiem czy wiecej z tego nie bylo zlego przez hipokryzje i dwulicowosc niz korzysci spolecznych.
Tak sobie tylko mysle, byc moze moje poglady tez sa bardziej szkodliwe niz pozyteczne i bylbym wykluczonym? Przynajmniej wiedzialbym, ze cos jest z nimi nie tak. A wiekszosc bladzacych nie wie, albo nie dopuszcza do siebie takiej mysli i szkodza jak pijane zajace.

wtorek, 24 czerwca 2014

Tolerancja to zuo!


Czytajac niedawno  wspomnienia pewnej podrozniczki uderzyla mnie trafna uwaga - nie powinnismy walczyc o tolerancje, w jakiejkolwiek postaci. Tolerancja jest slowem nacechowanym, choc moze tego na pierwszy rzut oka nie widac, negatywnie. Tolerujemy cos, czego nie akceptujemy, ale musimy sie z istnieniem tej rzeczy pogodzic, bo tak juz jest i, kosztem wlasnej wygody, komfortu, dobrego samopoczucia, tlumaczymy sobie racjonalnie koniecznosc znoszenia przykrego nam zjawiska. Byc moze to zjawisko jest przykre tylko nam, byc moze nie. Odmawiamy tym samym prawa do bezkarnego istnienia tego czegos, bo to nam przeszkadza, ale ostatecznie mozemy, w imie wyzszych wartosci, dopuscic do wiadomosci fakt bytu tegoz zjawiska, choc tak naprawde nie mamy wplywu na to, czy to istnienie bedzie czy tez nie.
Ja osobiscie widze rowniez w slowie 'tolerowac' wewnetrzna niezgode na status quo, nieuzewnetrzniana jednak i, w imie wyzszych wartosci, zaniechanie dzialania, aby stan rzeczy zmienic.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Tolerancja
Nie powinnismy walczyc o taka tolerancje, powinnismy walczyc o akceptacje czegos, cokolwiek by to bylo. Glownie akceptacje u siebie.


Trza by teraz zamienic wszystkie hasla na sztandarach z walki o tolerancje na walke o akceptacje.
Choc z drugiej strony - czy mamy akceptowac czyjas glupote, brak kultury, nazistow, krzywde ludzka?  A wyglada na to, ze tak robimy, tolerujemy istnienie roznych negatywnych zjawisk, bo uwazamy, ze ta tolerancja jest niezbedna, gdyz nie spowodujemy zlikwidowania zjawiska tego lub owego. Czyli skrajny pesymizm - nastepna negatywna cecha ukryta pod haslem obojetnej niby uczuciowo tolerancji.
Chyba, w dobie wszechobecnej poprawnosci politycznej, ktora jakos nierozerwalnie laczy sie z pojeciem tolerancji, powinnismy jasniej precyzowac granice tego, co akceptujemy, od tego co wg nas nie jest w zaden sposob do przyjecia. Jest to troche niebezpieczne, gdyz po tym, czego nie akceptujemy, mozna szybko ocenic jacy zasciankowi, malomiasteczkowi i szowinistyczni jestesmy my sami, a kto lubi byc wystawianym na ewentualne posmiewisko, niekoniecznie madrzejszych, przedstawicieli tluszczy? Moze to byc nie do wytrzymania, zwlaszcza w srodowiskach malych, zamknietych lub niemozliwych do zmiany. Ale z drugiej strony, jak nikt nie powie, co jest madre wg niego i dobre, to skad ludzie myslacy inaczej maja wziac material do refleksji nad tym, co oni uwazaja za sluszne, wlasciwe?
Tu znowu zachodzi zjawisko uprzedzenia, zakladania z gory czegos, ze sie nie uda, ze nie zadziala i wyjdzie glupio.
Nie na darmo mysl ta przednia, o akceptacji, wyszla z glowy podrozniczki. To wlasnie w egzotycznych krajach trzeba sie dostosowac do otaczajacych zwyczajow, trzeba wiedziec jak postepowac, zeby nie obrazic czyichs uczuc czyms, co w naszej kulturze jest naturalne, niestwarzajace problemow, czasem wrecz pozadane. I tu dochodzimy do nastepnego wniosku - trzeba wiedziec. Jak sie nie wie - to sie nie rozumie i nie akceptuje, bo istnieje naturalny wewnetrzny sprzeciw do akceptowania rzeczy niezrozumialych. No, chyba ze wchodzimy z strefe religii.
Pamietam fajna uwage na temat tolerancji - nasza, zachodnia, tolerancja konczy sie, gdy musimy stanac w kolejce za niebotycznie smierdzacym bezdomnym.

I teraz coz zrobic? Co akceptowac i jak dawac wyraz temu, czego nie chcemy akceptowac? Mysle, ze na tym wlasnie polega sztuka zycia rozumnego, aby byc na tyle wyrazistym, by ludzie wiedzieli, czego sie mozna po tobie spodziewac, a jak nie wiedza, nalezy umiec to sprzedac w taki sposob, zeby widac bylo na pierwszy rzut oka, ze nasz wybor jest podyktowany przemysleniem problemu i jest madrzejszy od bezrefleksejnego stereotypu, ktoremu holduje wiekszosc.

sobota, 8 października 2011

Przemyślenia zgryźliwego tetryka

"Niebo jest wtedy, gdy policjantami są Brytyjczycy, szefami kuchni Włosi, mechanikami Niemcy, kochankami Francuzi, a wszystko zorganizowane jest przez Szwajcarów.
Piekło jest wtedy, gdy policjantami są Niemcy, szefami kuchni Brytyjczycy, mechanikami Francuzi, kochankami Szwajcarzy, a wszystko zorganizowane jest przez Włochów..."

Bedzie groch z kapusta, moze byc niestrawne:



1. Lubie latac, tak samo jak szybko jezdzic. Kiedys uslyszalem opinie filozofa,
zakonnika zreszta (Bohenski), ze przyjemnosc jazdy to przyjemnosc syntezy - czlowiek na co
dzien ciagle analizuje, w czasie jazdy musi poskladac do kupy wiele zjawisk
zachodzacych, przy predkosci okolo 200 km/h blyskawicznie, musi szybko
decydowac, bo inaczej zginie. Cos w tym chyba jest.


A zreszta to ciagle dazenie ludzi do zachowania maksymalnego bezpieczeństwa jest jakies takie jak leczenie kompleksow, lekow, obaw, zreszta nieudane, bo jak cos nieprzewidzianego się wydarzy to i tak traci się kontrole, nie panuje nas wydarzeniami, i jeśli się potem przezyje to chwali się tym wniebogłosy.
Cytat ostatnio przeczytany u Strugackich tu chyba pasuje: "Istnieje potrzeba zrozumienia świata, a do tego wiedza nie jest potrzebna. Dla przykładu - hipoteza o Bogu daje z niczym nieporównywalną możliwość zrozumienia absolutnie wszystkiego, absolutnie niczego się nie dowiadując..."
Wracając do latania - z gory swiat wyglada niezle, choc mniej szczegolowo, nawet Rumunia i Rosja nie odbiega z gory od reszty, sa drogi, swiatla, widoki, choc samotnych jachtow na
jeziorach zdecydowanie mniej niz tam gdzies bardziej na zachod. No a gory z samolotu i chmury to przezycie wrecz mistyczne, i to mowie ja - zagorzaly realista. Przyszlo mi zyc
tu i teraz, majac to co mam, a cenie glownie to, co mam w glowie, pamieci,
wspomnieniach, kontaktach, wiec narzekac na reszte to grzech.

2. Ostatnimi laty widze, ze bardzo wiele wysilku ludzie wkladaja w to, jak
wygladaja, od cwiczen, diet, pieniedzy na ubrania, do kosmetykow, czasochlonnych
procesow upiekszajacych. Zastanawiam sie, jak wyglad zewnetrzny moze
determinowac zycie - myslalem, ze nie powinien miec wplywu na psychike i
samoocene, a jednak... nie ja tego doswiadczylem, ale moj kolega - niski,
ponizej przecietnej, niesamowity charakter za mlodu, teraz, po kilku okresach
bezrobocia i z alimentami - nie ten czlowiek, zrobil sie formalista, zmarnowanym
kunktatorem, zamknietym i smutnym okazem. Kiedys zaliczyłem wyjscie do filharmonii w garniturze i trampkach, nie czulem się wcale nieswojo, ani nie miałem ciągłego wrazenia, ze jestem nie na miejscu i co ludzie powiedza. Czemu, to jest zagadka, kobiety tak bardzo odczuwaja dyskomfort, gdy nie maja takiego ubrania, makijażu czy fryzury jakby chcialy?


Potezna to próżność, tak zwracać uwage na swój wyglad, a do tego to podporządkowywanie się gustom facetow... Przeciez gdyby kobiety tego nie robily faceci by kochali je takie, jakie naprawde sa - czasami rozczochrane, ziewające, bez makijażu. Nie musiałyby się tak stresowac, ze rano po nocy upojnej partner się zbudzi, popatrzy i pomysli - ło Jezu , kto to? Czy to ta sama osoba co wczoraj wieczorem?? Albo ze kolezanka z pracy powie - Ach, jak ci ladnie... w tej perudze!
Truizmem jest twierdzic, ze lepiej byc zdrowym, bogatym, mlodym i silnym, jednak
nie umiemy chyba stawac sie powoli mniej zdrowymi, silnymi, nie przejmowac sie
przyszloscia i w ogole - bialy czlowiek nie umie cieszyc sie chwila, ktora trwa
- za mlodu martwi sie o przyszlosc, na starosc tylko wspomina przeszlosc.
Wiadomo - lepiej zalowac za grzechy niz za to, ze nie ma czego zalowac, ale...
jak wiadomo kazdy kij ma dwa konce - to ile koncow ma 3 i pol kija?
Nie lepiej byloby ten czas, spedzony na tych syzyfowych w koncu wysilkach
poswiecic czynnosciom, po ktorych wzbogaca sie wewnetrznie i co pozostanie do
konca zycia? Nidy nie zwracalem uwagi na kobiety nienagannie wygladajace, zwykle
okazywalo sie, ze to byl tylko wyglad - nic w srodku, choc musze przyznac, ze sa
wyjatki. Kiedys polubilem dziewczyne z pracy po tym, jak na angielskim trzeba
bylo wydawac wlasne opinie, opisywac zyciorys, okazalo sie, ze pojechala z
glupia frant do Afryki Poludniowej, na luzno rzucone zaproszenie kolegi, ze jest
pozytywnie zakrecona, ze oprocz perfect angielskiego zna tez holenderski, ze
studiowala budowle wodne, ze mieszkala w obcym kraju dwa lata sama w dzielnicy,
gdzie nozownicy byli na porzadku dziennym i nocnym, ze najlepszym jej kumplem
byl kolorowy homo, ze... a w pracy to byla cicha myszka...no, na szczescie
znalazla doceniajacego ja chlopa, tak jak chciala, co prawda obcokrajowca, ale
jest szczesliwa, mimo nierewelacyjnego wygladu, co do ktorego miala uwagi od jej
owczesnego szefa (sic!)

3. Jestem troche ograniczony umyslowo, bo glowe sobie lamie, skad sie biora
naturalne tendencje czlowieka do zbierania sie w kasty, kliki, grupy, co samo w
sobie nie jest naganne, ale zaraz po tym zaczyna sie porownywanie,
przesladowanie i wykluczanie z danej paczki - po co? Polecam film: Władcy much, ten oryginalny, choc rysunkowi Wlatcy móch są tez obledni, Czesio lubi Czesia.


O ile za czasow prehistorycznych mialo to jakies uzasadnienie, wiadomo, razem
latwiej bylo przetrwac zime, zagonic mamuta do pulapki czy zdobyc nowe pola
jagod do zbierania, ale teraz? Dlaczego ludzie nie lubia sie uczyc czegos
nowego, przeciez dziecko bawiac uczy sie najwiecej, nigdy pozniej nie osiagamy
takiej szybkosci uczenia jak za dzieciecych czasow. Jakos w dziecku szybko
zabija sie ciekawosc swiata zinstytucjonalizowaną, skostnialą szkolą, nikt
nikogo nie uczy myslenia, wyciagania wnioskow, dawania sobie rady w zyciu,
rozwiazan zastepczych, jesli glowne zawioda, tego, ze razem dzialajac jest
latwiej, jak sie dogadywac, a tylko formulek, definicji, z ktorych nikt niczego
nie moze wymozdzyc dla siebie. No tak, powinno sie tez uczyc w szkole, jak sie
nie dawac nabijac w butelke, nie byc oszukanym, zapedzonym w sytucje z jednym,
niekorzystnym wyjsciem, ale jak nazwac taki przedmiot? Juz nie mowie o tym, ze
uczy sie mitochondriow i eugleny zielonej, ale nie: jak zapobiec ciazy i w
zwiazku z tym nie dawac faktom zaistnialym kierowac swoim zyciem, i wcale -
gdzie dokladnie jest sledziona i jak odroznic lechtaczke od pochwy (nota bene -
zupelnie nieszczegolnie trafione nazwy).
Najgorsze jest to, ze zauwaza sie prymitywne zachowania - ja je nazywam
'podsiebierne', zawistne i urazone ambicje u teoretycznie najtezszych umyslow,
naukowcow, czy to w zwyrodnialym srodowisku nauki polskiej, czy obcej - ciagle
cos slychac o jakichs aferkach, wiekszych lub mniejszych, a zaczyna sie to od
faworyzowania lub nielubienia poszczegolnych uczniow od szkoly podstawowej.O
politykach nie wspomne, bo dla mnie to targowisko proznosci, ambicyjek,
kastowosci i w ogole jest ponizej poziomu zainteresowania. Czemu czlowiek, mimo
ze wie co jest dobre, poprawne, korzystne, dziala tak samo jak za jaskiniowca?
Juz obserwujac sobie pewne zjawiska, glownie w internecie, mozna zauwazyc, jak
ludzie wylaza ze swoich masek, kiedy tylko poczuja, ze sa bezkarni, anonimowi.
Po co kogos wyzywac od ostatnich? Czy temu komus ulzy jak nabluzga na drugiego,
albo wie, ze sprawi komus przykrosc, zdenerwuje, zepsuje dzien? Chore to
wszystko, jak dla mnie. Uwazam, ze jesli komus sie nie udalo zablysnac tu i tam,
nie trzeba go pograzac opiniami, docinkami, arbitralnie ferowanymi wyrokami co
do jego kondycji umyslowej, facjaty, figury tudziez niedostatkami owych,
milczenie i ewentualne usuwanie komentarzy ponizej uznanego przez siebie poziomu
minimalnego to chyba najlepsze co mozna zrobic. Jak ktos nie jest zbyt bystry,
to pyskowka z nim i tak niczego go nie nauczy, sposobu na zmiane jego stanu
umyslu jeszcze chyba nie wymyslono. Kurcze, jesli dyskutujesz z idiota, zastanow
sie, czy on nie robi tego samego :)

4. Kiedys nawet Janda mogla byc obiektem kpin, bo chodzila odpicowana na rozowo,
przesadnie umalowana, w kozaczkach i td, a dlaczego? Bo jej synowie, wowczas
mali bardzo, ja o to prosili, bo chcieli, zeby mama byla 'ladna' tak jak im sie
podobalo, a ona uznala, ze dzieci sa wazniejsze niz opinia publiczna i nic sobie
z tej ostatniej nie robila. I co - komentarz 'pustak' bylby tu na miejscu?
Kiedys spotkalem sie z wyjasnieniem islamskiego ubioru - owe biale dla mezczyzn,
czarne dla kobiet w krajach arabskich stroje, jednakowe dla wszystkich, maja byc
po to, zeby nie oceniac czlowieka po ubraniu, nie szufladkowac go - bizneswomen,
smieciarz, ksiaze, klasa srednia, zanim nie zacznie sie z nim rozmawiac i dowie
sie czy jest inteligentny, czy glupi, zgrabna to byla interpretacja, nie powiem,
co nie znaczy, ze nie widze wszystkich zwyrodnien islamu, zwlaszcza jesli o
pozycje kobiet chodzi. Swoja droga, dlaczego to nigdzie faceci nie nosza okryc
twarzy, no moze poza zolnierzami yakuzy, podejrzewam, ze dlatego, ze jest to po
prostu niewygodne. I dlaczego nie maja cellulitu? Bo jest brzydki.


Wiadomo: idea jest jak latarnia morska - nalezy do niej dazyc, ale idiota jest
ten kto na niej rozbije statek, takie zycie i w ogole...