Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autorytety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autorytety. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 kwietnia 2016

Bez spinki


Nie wiem jak inni, ale ja mam wręcz niebotyczne uznanie dla osób robiących coś z niedbałym, nonszalanckim wręcz mistrzostwem, i nie jest ważny wiek, płeć, uroda czy dziedzina, w której ów mistrz bryluje.

Od młodego, sprawnego spawacza, który szyje ściegiem pachwinowym ogromne płaty blachy, przez ujmującego brakiem gwiazdorstwa i profesjonalizmem w prowadzeniu czegokolwiek Wojciecha Manna, zachowującego się jak zwierzę sceniczne od małego Macieja Stuhra, bawiącego się i pasażerów kapitana lotu, który na tyle niebanalnie przekazuje zwykłe dla podróży powietrznej komunikaty, że przykuwa uwagę, wszelkiego rodzaju tancerki, śpiewaczki, aż do chodzącego z pewną dystynkcją i wprawą pana z kosiarką na parkowym trawniku.



 Aż przyjemnie popatrzeć na coś, co jest wykonywane niby bez wysiłku, od niechcenia, z wyraźną przyjemnością, choć każdy wie, ile za tym pozornym brakiem wysiłku jest godzin treningu, robienia czegoś, myślę, że nie będę odosobniony w przeświadczeniu, że ten ktoś musi wkładać w owo robienie czegoś pozytywne emocje.

Nie bawią mnie filmiki typu rzucanie tortami albo nagłe przestraszenie kogoś zza węgła. Tam nie ma pozytywnych uczuć, włącza mi się empatia i od razu wyobrażam  sobie, co musi czuć poszkodowany, a jak wiadomo najważniejszą moja dewizą jest: Nie rób drugiemu co tobie niemiłe (nigdy nie wiem, czy stawiać tam przecinek w środku, czy nie).

Osobną kategorią podziwu u mnie są autorzy parający się słowem pisanym, a zwłaszcza prozą, poezję trawię prawie wyłącznie w formie z odpowiednio dobraną muzyką - jak czytam Baczyńskiego czy nawet Mickiewicza niektóre wiersze automatycznie włączają mi Demarczyk, Grechutę czy innego Niemena.
Do autorów ciekawych lektur mam podziw wręcz graniczący z uwielbieniem, nic na to nie poradzę.

A jak jeszcze autor/autorka ma do siebie dystans, traktuje swoje rzemiosło z przymrużeniem oka, na luziku, bawi się konwencją, czasami stylizuje się na swoją własną parodię, pastisz etc, to już w ogóle może ze mną zrobić, co tylko zechce (żart, żart, ale nie tak do końca).

Taki Lem, dla naprzykładu, z jego wstępami do nieistniejących dzieł, bajkami robotów, traktatami filozoficznymi, ogromem wyobraźni i do tego wspaniały epistolograf z Mrożkiem, to już dla mnie prawie guru.

Wracając do pozornego braku wysiłku, tak naprawdę chyba wszyscy wiemy, ile to tak naprawdę wymaga czasu, trudu, tak niby od niechcenia machnąć karykaturkę, zaśpiewać coś perfekcyjnie a capella, czy pożonglować sześcioma piłeczkami jedną ręką...

https://www.facebook.com/TheRichest.org/videos/859896100781539/

Jest to bez wątpienia spektakularne, niezwykłe, niecodzienne i mimo że człowiek sam tego nie potrafi, podziwia nieznośną lekkość bytu. Czyżby schowane gdzieś w głębi człowieka przekonanie, że gdyby tylko chciał, miał czas, wziął się, miał odpowiednią motywację - też na pewno by tak potrafił?
To stąd popularność wszelkiego rodzaju programów typu Mam Talent?

http://joemonster.org/filmy/79477/Artysci_w_swoim_fachu_czyli_najlepsi_i_najszybsi_kompilacja

Jedynym wnioskiem, jaki wyciągam jest to, że lepiej coś robić, i to robić jak najwięcej różnych rzeczy, próbować prawie wszystkiego, żeby odnaleźć tę dziedzinę, która nam sprawi niepohamowaną, dziecięcą radość z robienia tego czegoś, a może przekształci się ona w profesję, tak jak u mnie, bo od dziecka fascynowało mnie jak coś działa, co jest w środku, dlaczego przestało, i tak jakoś się złożyło, że robię to, co lubię, jeszcze mi płacą, a na dodatek jeżdzę nie za swoje po różnych zakątkach globu, podczas gdy inni za to płacą grube pliki banknotów ciężko zarobionych w trudzie i znoju, czasem w nielubianej pracy.

A najśmieszniejsze jest to, że nigdy nie chciałem czegoś naprawiać za pieniądze, a tylko z czystej radości zmiany stanu skupienia ciała z uszkodzonego na naprawione.

 Jaką to daje satysfakcję można sobie wyobrazić właśnie obserwując kogoś od niechcenia naprawiającego w 15 minut coś, czego nie potrafi załoga znająca urządzenia na co dzień, ale nie potrafiąca skojarzyć możliwych zależności miedzy faktami, które sami przecież opowiadają naprawiającemu.

W życiu codziennym też chyba wolimy się otaczać ludźmi bez spiny, traktującym pobyt na tym ziemskim padole jako okazję do dobrej zabawy, także w pracy, i wiedzącymi co tak naprawdę jest ważne. Jak się wchodzi do domu z porysowanym parkietem od razu nasuwa się refleksja - ci, co tu mieszkają wiedzą, że podłogi są dla ludzi, a nie ludzie dla podłóg, tak jak to zaobserwowałem na jednym, bardzo drogim jachcie, gdzie kapitan chodził tylko w skarpetkach, już nie tylko po podłodze, ale po (sic!) pokrowcach pokrywających podłogę. Szczyt bezsensu!


I to przypomniało mi następną obserwację:
'Im droższy ktoś ma zegarek, tym mniej wolnego czasu'.

wtorek, 12 marca 2013

Propaganda opinii

Kiedys udalo mi sie przeczytac i zapamietac takie zdanie - media Zachodu to media faktow, media Wschodu (chodzilo o Bliski Wschod) to media opinii. Z dnia na dzien obserwuje, ze w naszym pieknym, dziwnym kraju powoli odchodzimy od mediow faktow w kierunku mediow opinii, opinii o innych opiniach i opiniach o opiniach innych opinii. Przyznam sie bez bicia, ze poczytuje sobie niektore srodki masowego przykazu: a to gazeta mi wpadnie w rece w pociagu albo hotelu, a to tygodniki w liczbie kilku na raz dostane od rodzinki prenumerujacej, a to odpale RS linka jakiejs gazety w rogu przegladarki. I co z tego, ze przeterminowane, nieswieze, nieaktualne? I bardzo dobrze! Bo jak odpalam RS linka to absolutnie wszystkie naglowki majace nazwisko w tytule pomijam - bez wyjatku.
To zdanie o mediach faktow i mediach opinii, po rozwinieciu, wyjasnialo mniej wiecej mysl, ze zachodnie media pokazuja fakty, a wschodnie - w ogole faktow nie ujmuja, publikuja tylko co na dany temat powiedziala jakas osoba, autorytet, postac publiczna, dostojnik, a potem co o tej opinii powiedzial nastepny autorytet, itd itp, czasami na koniec jest - co o tym mysli muzulmanski Kowalski z ulicy ( u nich to pewnie Ibrahimski). Jakkolwiek by nie dyskutujac na temat faktow (ze poprzekrecane, manipulowane, tzw fakty medialne) to przyznac trzeba, ze jesli te fakty sa realne (prawie odwrotnosc oksymoronu) - to raczej u osobnikow nierefleksyjnych nie budza zadnych kontrowersji, czasami zastanowi ich zestawienie ludzi myslacych, no ale mimo wszystko z faktami nie daje sie dyskutowac, najwyzej z ich prawdopodobienstwem, rzetelnoscia zrodla, prawidlowoscia badania, reprezentatywnoscia. Ale juz z opinia kogos mozna sobie poszalec - a to, ze to glupek, wiec automatycznie jego opinia jest do bani, a to, ze kiedys to on i moze byl autorytetem, ale juz sie skonczyl i teraz plecie bzdury, a to, ze to jak ten powie tak, to tamtem musi sie ustosunkowac i natychmiast podwazy, zaprzeczy, da wyraz oburzeniu, i ze to obraza jego uczucia religijne. To przeciez moje uczucia religijne (agnostyka, w skrocie) sa obrazane przez dzialanie wierzacych, ktorzy probuja mi narzucac swoj swiatopoglad, nawet jak im sie opre, to maja mnie za ulomnego, kogos kto nie dostapil 'łaski', ktorej oni dostapili, kogos slabszego, ktory nie ma bogusia w sercu, nie czerpie stamtad wielkiej sily i wartosci. Od razu nasuwa sie, ze skoro nie wyznaje wartosci religijnych, wiec na pewno kradne, oszukuje, uwodze, jestem za mordowaniem niewinnych plemnikow poczetych, jestem za zniesieniem malzenstw, bo to one sa jedyna przyczyna rozwodow, i oczywiscie, za tym, zeby nie leczyc homo.

Jak to dobrze jednak, ze te gazety czytam z takim opoznieniem, najczesciej, jesli o czyms uslysze w radio w samochodzie (a rzadko slucham dziennikow, bo przed nimi sa reklamy, a reklamy wyciszam i przypomina mi sie o ich ponownym wlaczeniu juz po dzienniku) to otwieram wiki i czytam, o co tam wtedy chodzilo, w tygodnikach (jest taki jeden, w ktorego tytule jest dziedzina, ktorej niewiele na lamach, a wiecej o kulturze, wiecej dobrych analiz, ciekawostek, choc i makabreski kryminalne tez sie zdarza (ignorowane)) jest zwykle kompendium wiedzy o danym zagadnieniu, dobre reportaze, fakty zastanawiajace, zmuszajace do myslenia, wyciagania wnioskow, krytycznego spojrzenia na to i owo. Omijaja mnie na szczescie sensacyjne (rany, jakie sensacyjne, toz wypadkow i nieszczesliwych zbiegow okolicznosci zdarza sie na co dzien multum) jak relacje z zycia i tworczosci mamy kogos z Sosnowca, analizy predkosci rosniecia drzew bialokorowych na urywanie skrzydel samolotow rzadowych, teorie o wytwarzaniu niewyobrazalnych ilosci mgly w sposob perfidny i efektywny i inne rozne kwiatki. W sumie to az chcialoby sie miec taki autorytet, kogos, kto odsieje chlam, glupote, populizm, kronike wypadkow, pozostawi cos budujacego, madrego, sprzyjajacego pracy zespolowej, propagujacego wspolne cele, ale to niestety takie niepopularne... malo ciekawe, niefotogeniczne. Wyglada na to, ze wnioskiem z calego tego zamieszania jest tesknota do mediow opinii, ale kogos madrego, wizjonera, czlowieka homo sapiens, a nie homo consumericus, cos jak tesknota za cenzura...