poniedziałek, 28 października 2013

Co poeta mial na mysli...

Jak juz kiedys wspominalem, sledze pare blogow. Ostatnio uderzyl mnie pewien fakt: ludzie, ktorzy pisza wlasne, calkiem ciekawe blogi i maja cos do powiedzenia, sa refleksyjni, inteligentni, ujmujacy - nie potrafia czytac! Czytac tych nie swoich blogow!
Jest pewna sytuacja: blogerka literacka, nazwijmy ja Blogini, rzuca teze o ogolnej mialkosci intelektualno-inspiracyjno-poruszajacej polskiej blogosfery. Za przyklad podaje blog najpopularniejszego autora, nazwijmy go Piecykiem, wrzuca pare zdan (niewyrwanych z kontekstu, ale pelnych zdan z tektow Piecyka), ktore dziecku w przedszkolu nie pokazalibysmy jako wzorzec wywazenia czy poprawnosci politycznej. Sa po prostu wyraziscie obrazliwe, z zydami, zarciem zamiast jedzeniem, pomiataniem kobiet, zasluzonych gwaltach itd., nie bede tu przytaczac, wierzcie mi, sa. AbstraCHujac od stylu wypracowanego przez czolowego bloggera (lata istnienia i poczytnosci, ewolucja tegoz, wklad pracy i stopien egoizmu daja o sobie znac) - ze przytocze cytat obrazujacy pierwsza moja mysl  "jesteśmy tym, kogo udajemy, i dlatego musimy bardzo uważać, kogo udajemy". ,  nieodlaczna cecha tegoz najpopularniejszego bloga jest to, ze nie ma tam krytycznych komentarzy, sa one bowiem kasowane przez usluzne iwonki, osoby, ktore w czynie spolecznym dbaja o wizerunek bloga (co by nie zarzucac Piecykowi - jest on atrakcyjny dla plci niewiesciej i najwidoczniej nie jest to cecha, ktorej sie wstydzi). I o ile rozumiem, ze powinno sie kasowac inwektywy z poziomu chodnika, nic nie niosace zapalczywe naskoki na osobe, bylo nie bylo, popularna (zdarzaja sie zawsze, spora jest bowiem ilosc frustratow na swiecie, a dopiero internet odslonil ich prawdziwa liczbe, kiedys po prostu glupcy nie umieli pisac), to kasowanie inspirujacej polemiki na poziome jest dla mnie faktem niewytlumaczalnym. (tzn moge sie tylko domyslac, ze stoi za tym jakas fobia, zeby nie powiedziec kompleksy).
Otoz dla mnie przekaz Blogini o blogosferze byl jasny (przynajmniej mam takie wrazenie, choc oczywiscie papiezem nie jestem):
malo inspirujacych tekstow, malo klasy, malo pozytywnych emocji, duzo towarzystwa wzajemnej adoracji, brak obiektywnych opinii o innych, cos jak solidarnosc prawnikow czy lekarzy, ktorzy nigdy nie wydadza negatywnej opinii o innych przedstawicielach swojego zawodu, brak rozdzielenia osoby autora bloga od 'narratora' bloga, kreacji, bo to jest wizerunek, kreacja, mialkosc intelektualna niektorych blogow specjalistycznych (modowych np) i wiele, wiele innych kontekstow, sugestii, wrazen.
Nie biore udzialu w przepychankach i burzy jaka sie potem wywiazala, obawiam sie, ze Blogini nie przewidziala reakcji ludzkiej po swoim, zaangazowanym i lekko innym od normalnej dzialalnosci lirycznej uprawianej na blogu, wpisie. Jednak jakies okruchy zawsze dosiegna. Po pewnym czasie czytam gdzies indziej, ze to podlosc, sam Piecyk sie tak wypowiada na portalu Natemat, ze Blogini chce sie wybic na jego plecach, ze szuka popularnosci za wszelka cene itd itp. Znajac troche jej blog i pewne fakty z dzialanosci pozawirtualnej (chocby ksiazke wydana w realu, choc przyznam ze wstydem, ze czytalem tylko recenzje) nie wierze w to, ze osoba tak piszaca nie wie, co trzeba napisac, zeby zdobyc poklask tlumow. A skoro wiem, ze wie - oczywistym jest fakt, ze tego nie chce.
Ale to jeszcze nie jest clou programu. Odlozmy urazone ambicje, zacietrzewienie niektorych i inne malo budujace reakcje.
Czytamjaci na pewnym fajnym blogu, ze najpierw trzeba osiagnac to, co osiagnal krytykowany, a potem dopiero sie wymadrzac. Hm. Hm. Ze Piecyk to tyle pracy wlozonej w styl, profesjonalizm, ze zawisc innych itd itp. A w sumie dlaczego nie mozna napisac, ze cos jest obrazliwe? dlaczego nie mozna wyrazic swej opini na swoim blogu, bo na blogu autora obrazajacego nie da sie zamiescic zadnej opinii niepozytywnej? Nie uderza ten akurat fakt? to trzeba byc malarzem artysta z dorobkiem, zeby powiedziec: nie podoba mi sie ten obraz??
Naprawde widac, ze na tym fajnym blogu autor nie odczytal, ze nie chodzi o Piecyka, ze to byl przyklad, wszystko to co powyzej napisalem specjalnie nie dotarlo. Rozum dal sie zwyciezyc (jak to zwykle bywa) emocjom pt: 'Bija naszych!' A z tego fajnego bloga na co dzien widac pozytywny przekaz, refleksyjnosc, wywazenie, harmonie ducha. Jak to latwo idzie w czortu!
Coz, ciezko odczytac niektorym co poeta naprawde ma na mysli, swiat nie przestaje zadziwiac, niekoniecznie w pozytywny sposob. Oby jak najrzadziej wlasnie tak.
PS. Fajnie cos napisac emocjonalnie! Mrau! I znowu rozum dal sie zwyciezyc emocjom!
PS2 W tak zwanym miedzyczasie Blogini sama zadbala o swoja reputacje http://kubrynska.com/2013/10/28/grubi-maja-gorzej-zwlaszcza-jesli-sa-kobietami/

wtorek, 25 czerwca 2013

Ghana, Takoradi przez weekend

Ghana - weekend w Ghanie, ale nie w stolicy Akrze, a w porcie Takoradi.
Ghana to kraj rownikowy z klimatem, mozna powiedziec, stabilnym temperaturowo - roznice dnia i nocy, a takze pory deszczowej i suchej jest nieznaczna, krotko mowiac nalezy sie spodziewac ciagle ponad 25 stopni, nie wiecej niz 32. Jak to na rowniku, slonce wschodzi i zachodzi zawsze o tej samej porze, na tym poludniku okolo 5.30 i 17.30, roznica czasowa do polskiego czasu (letniego) to dwie godziny (wczesniej). Troche pada rownikowo, wiec w 15 minut moze spasc 10, 20, 30 mm deszczu, mnie udalo sie nie zmoknac, kanaly wzdluz ulic (niewielu asfaltowych w tym miescie) ledwo to zdaza odprowadzic, a trzeba uwazac na krawedzi drogi, bo kanaly sa szerokosci 25-30 cm, ale za to czasem do 1 m glebokie, wiec lepiej nie wjechac w nie kolem.
najczestszy stan drogi, poza kilkoma w miescie asfaltowymi

zwroccie uwage na kanaly odwadniajace, czasami maja 80 cm glebokosci

Glowna ulica w miescie, jedna z niewielu wyasfaltowanych
i jedno z kilku rond
Ciekawostka - ma flage w barwach dokladnie takich, jak swiatla regulujace ruch uliczny - od gory: czerwony, zolty, zielony, w srodkowym polu jest gwiazda,
Dziwnie sie czlowiek czuje, jedyny bialy wsrod setek, a w okolicach targu - tysiecy tubylczych, czarnych jak heban mieszkancow. Kraj jest, jak zapewniali biali naplywowi, mieszkajacy tu czasowo, bardzo bezpieczny, w porownaniu z innymi krajami afrykanskimi typu Somalia.
pieknie balansuja niosac duze rzeczy na glowie, slabo widac, ta kobieta niesie klatke na glowie


lokalne linie lotnicze

Targ, zdecydowanie ciemnoskory

 Mozna wychodzic po zmroku samemu, mialem okazje spotkac paru joggingowcow wokol hotelu po zmroku. Hotel mialem o dziwo najlepszy w miescie, wrecz pocztowkowo i folderowo utrzymany, z basenem szafirowym na srodku, bungalowami, odstawionymi pokojami, nastrojowym oswietleniem w postaci lamp naftowych i odpowiednio dobranych naswietlaczy i kinkietow, jedyne co bylo ciezko trafic to ciepla wode pod prysznicem. Anglicy zachwycali sie sniadaniami, ale jak to Anglicy, ich zadowolic kulinarnie dosc latwo, jajka, nawet jak byly tylko sadzone - wygladaly jak z proszku i takoz smakowaly, ja odczulem kunszt kucharza jak zamowilem spagetti bolognese, bylo takie jak sam robie - idealne, makaron al dente, sos pelen smaku, podane z buleczka do wyczyszczenia talerza, nienagannie.
tu, przy basenie, sie siadywalo wieczorami przy lampie naftowej, sluchajac cykad






Naprawiaja dach, bo pora deszczowa



czasem sie nalezy wybyczyc w dobrych warunkach, a co!


Tubylcy - niesamowici, wszyscy usmiechnieci, radosni, nie tylko ci sluzbowo z obslugi hotelowej, ale doslownie wszyscy na ulicy, usmiechali sie, zagadywali, pozdrawiali. Ciezko bylo nie dac napiwku, bo kraj biedny jak mysz koscielna -  na razie, choc mowia, ze petrodolary wkrotce zrobia z nich afrykanska Norwegie.
 Na ulicy mnostwo dzieci w wieku szkolnym, kazde w mundurku, fryzury wszytkich (kobiet tez) bardzo krotkie, odsklaniajace ksztaltne czaszki. Jak u kobiet wlosy nie byly krociutkie, to zwykle w dredach, albo z mnostwem malych, dlugich warkoczykow upietych misternie w kok na czubku glowy.
Buzie w wiekszosci bardzo sympatyczne, pogodne, u obu plci.
Przystanek autobusowy


miesjcowe pieknosci w strojach kosciolowych, bo to niedziela

Mlodzi namietnie graja w pilke, najczesciej na terenach nalezacych do jednego z licznych tu kosciolow.
za tym murem jest boisko, akurat grali w pilke nozna, zreszta widac bramke


kosciol, z ktorego najglosniej bylo slychac muzyke, ciagle tylko spiewali i nawet tanczyli, nie bylo slychac ani slowa trucia



Do plazy nie dalo sie latwo dostac, wiekszosc terenow nadmorskich zabudowana willami, a jak juz znalazlem plaze, to nie bylo do niej zejscia, byc moze z drugiej strony ogrodzonego terenu bylo wejscie, bo sie tam tambylcy kapali.
Domy co bogatsze ogrodzone, z zasiekami z drutu klczastego i plotem pod napieciem, ale mowili mi, ze to raczej nie z niebezpieczenstwa wynikajace, a z niefrasobliwego podejscia do wlasnosci prywatnej - jakby nie bylo ogrodzone to biedniejsi by zabrali, po prostu. Samochody w wiekszosci znanych marek europejskich, rzadko bardzo nowe modele, ale BWM, VW to nie byly nieznane marki. Na stacji Shell - jak nalezy, nawet sklepik byl, cena ropy i benzyny taka sama. Ghanski Cedi - rownowartosc okolo 1,6 PLN.



Taksowki maja zolto oklejone blotniki  (tylko) przednie i tylne, i jak widza kogos idacego pieszo (bylem jedynym bialym tak przemieszczajacym sie) trabili, jak byli wolni. Wszyscy.
Anteny satelitarne, jak to na rowniku, patrza prawie pionowo w gore i sa azurowe, zeby deszcz ich nie wypelnil i nie przekrecil pozycji. No i zardzewiale, co przy takiej wilgotnosci zupelnie nie dziwi.


Troche nieostre, ale rzadko ma sie okazje ogladac scieta palme z koza w tle








A to przedstawiciele miejscowej fauny i flory, ten gadopodobny - nierozpoznany, za szybko zniknal w kanale.

piątek, 24 maja 2013

Odrazajaca jest sila ... reklamy

Reklama. Branza, ktora daje chleb tysiacom, odbiera rozum jeszcze wiekszej liczbie ludnosci, mami, neci, wabi, klamie, zacheca - jak to kobieta.
Dzieki niej mamy 'darmowa' poczte elektroniczna, wyszukiwarki niestrudzenie podaja nam naj naj naj trafniejsze (wg reklamodawcow) linki, tysiace brudnych murow i ladnych widokow jest przyslonietych tablicami, niektorymi w nocy oslepiajacymi kierowcow, piszemy podarowanymi dlugopisami z telefonami, na ktore nikt nie dzwoni, taksowki nie sa jednostajnie nijakie, tylko zawsze udekorowane niezbednymi napisami zachecajacymi do rzeczy, ktorych wcale nie chcesz.
Mnostwo dobra wszelakiego jest marnowanego, bo nikt nie chce chodzic w koszulkach z obciachowymi napisami, gustowne teczki sa szpecone logo firm, niekoniecznie juz tak gustownymi.
Jakos tak jest teraz skonstruowany swiat, ze reklama wydaje sie niezbedna, nieodlaczna, prawie jak powietrze, malo kto pamieta czasy, gdy reklam bylo tyle co kot naplakal, albo nawet nie tyle.
Poczatkowo traktowane jako ciekawostka, blichtr wielkiego swiata powoli znajduje swoje miejsce - zeby wspomniec akcje ograniczania wielkosci i ilosci napisow i symboli reklamowych na krakowskim Starym Miescie.
Niby jej nie zauwazamy, a jednak - saczy swoj jad. Badania dowodza, ze chetniej siegniemy po produkt znany, chcoby nie wiadomo skad, ktorego nazwa obila sie nam o uszy, niz po cos zupelnie nieznanego.
Sa reklamy glupie, skandalizujace, obskurne, przerysowane, niepasujace, przeogromne gabarytowo, ale rowniez istnieje, choc w powijakach, slabo ujawniajaca sie reklama inteligentna, z pomyslem, z pointa.
Wszystko to oczywiscie oczywiste oczywistosci, chcialbym jednak zwrocic uwage na to, ze reklama wprowadza w blad. Jest powodem wielu nieporozumien, ba, krzywd nawet, i to nie wyrzadzonych specjalnie, po prostu w mysl porzekadla: gdzie drwa rabia tam wiory leca - pokrzywdzonymi sa czesto ludzie, ktorzy nie sa na przekaz reklamowy uodpornieni, sa zbyt naiwni, wierza jej, traktuja ja jako zrodlo rzetelnej informacji (sic! - sa tacy). A przeciez wiadomo, ze sa informacje drobnym drukiem, ze pewne twierdzenia, ktorymi operuja reklamy maja dzialac na odbiorce skojarzeniami, maja wywolywac mit o danym produkcie, firmie, znaku.
Daleki jestem od manii przesladowczej na temat zlej roli reklamy w zyciu, jednak nie bojmy sie zaryzykowac twierdzenia - reklama klamie. Ciagle. To, ze nie mowi calej prawdy - to juz jest klamstwo. Gdy zachwala zalety, nigdy nie wspomni o wadach - to wydaje sie nam naturalne - ale czy to rzeczywiscie jest naturalne?
Godzimy sie w zyciu na drobne klamstewka - nie powiemy szefowi w oczy, co o nim myslimy, nielubianym ludziom sklamiemy, ze z nami wszystko w najlepszym porzadku.  To cos jak reklama.
Wiadomo, ze reklama dziala na emocje - inaczej nie bylaby skuteczna, swiat zalany obiektywnymi informacjami o produkcie - kazdym - to oczywiscie mrzonka i koszmar. To jak traktuja odbiorcow niektorzy tworcy reklamy czasami wola o pomste do nieba - ze przytocze: Margaryna X - bez cholesterolu, kiedy to jej tworca nabijal sie z ludzi - to idioci, kazda jest bez cholesterolu. Wiadomo, ze 80-90% srodkow farmakologicznych reklamowanych w mediach ma, poza efektem placebo, znikome dzialanie terapeutyczne, wiadomo, ze rzetelnosc niektorych zdan zachwalajacych produkt, firme ma sie nijak do rzeczywistosci - my jednak to kupujemy, a nawet jak nie my to kupujemy, to kupuja to hurtownicy, ktorzy potem fizycznie maja wplyw na nasz wybor w sklepach - nie dowioza, to nie kupimy chocby najlepszego, najzdrowszego produktu, ktory znamy od lat. Ilez to trzeba sprzedac opakowan jogurtu, zeby zarobic na cene niespelna dwoch minut reklamy nadawanej w publicznej telewizji? To sa ogromne pieniadze.
Kiedys byly zwykle, tanie szampony - zanikly, po co beda zajmowac miejsce, ktore wychodzil, wyblagal, wykupil ktos, majacy fundusz na reklame.
Wiadomo, ze jak cos niemoralne, szkodliwe - to na pewno lukratywne, takie jak zarobki tworcow dzialajacych w reklamie. Wiadomo tez, ze poza rzadkimi wyjatkami, kazdy ma jakas cene, za ktora moze urzadzic sobie zycie, zapewnic przyszlosc potomstwu, spokojna starosc - sam nie wiem, czy nie uleglbym pokusie powiedzenia paru zdan reklamowych za cene spokoju na starosc badz niezbednej komus bliskiemu operacji ratujacej zdrowie, zycie. Wiec nie mozna potepiac ludzi, ktorzy do tego rece przykladaja.
Zebysmy sobie tylko wody z mozgu nie dali zrobic - ale do tego trzeba nieco wysilku, checi poznania prawdy. Starajmy sie nie godzic na wierutne klamstwo, ostentacyjne bezguscie w reklamie, odcinajmy najmlodszych od reklam przed bajkami na dobranoc, nie zostawiajmy ich sam na sam z atrakcyjnym, kolorowym i klamliwym swiatem.




wtorek, 12 marca 2013

Propaganda opinii

Kiedys udalo mi sie przeczytac i zapamietac takie zdanie - media Zachodu to media faktow, media Wschodu (chodzilo o Bliski Wschod) to media opinii. Z dnia na dzien obserwuje, ze w naszym pieknym, dziwnym kraju powoli odchodzimy od mediow faktow w kierunku mediow opinii, opinii o innych opiniach i opiniach o opiniach innych opinii. Przyznam sie bez bicia, ze poczytuje sobie niektore srodki masowego przykazu: a to gazeta mi wpadnie w rece w pociagu albo hotelu, a to tygodniki w liczbie kilku na raz dostane od rodzinki prenumerujacej, a to odpale RS linka jakiejs gazety w rogu przegladarki. I co z tego, ze przeterminowane, nieswieze, nieaktualne? I bardzo dobrze! Bo jak odpalam RS linka to absolutnie wszystkie naglowki majace nazwisko w tytule pomijam - bez wyjatku.
To zdanie o mediach faktow i mediach opinii, po rozwinieciu, wyjasnialo mniej wiecej mysl, ze zachodnie media pokazuja fakty, a wschodnie - w ogole faktow nie ujmuja, publikuja tylko co na dany temat powiedziala jakas osoba, autorytet, postac publiczna, dostojnik, a potem co o tej opinii powiedzial nastepny autorytet, itd itp, czasami na koniec jest - co o tym mysli muzulmanski Kowalski z ulicy ( u nich to pewnie Ibrahimski). Jakkolwiek by nie dyskutujac na temat faktow (ze poprzekrecane, manipulowane, tzw fakty medialne) to przyznac trzeba, ze jesli te fakty sa realne (prawie odwrotnosc oksymoronu) - to raczej u osobnikow nierefleksyjnych nie budza zadnych kontrowersji, czasami zastanowi ich zestawienie ludzi myslacych, no ale mimo wszystko z faktami nie daje sie dyskutowac, najwyzej z ich prawdopodobienstwem, rzetelnoscia zrodla, prawidlowoscia badania, reprezentatywnoscia. Ale juz z opinia kogos mozna sobie poszalec - a to, ze to glupek, wiec automatycznie jego opinia jest do bani, a to, ze kiedys to on i moze byl autorytetem, ale juz sie skonczyl i teraz plecie bzdury, a to, ze to jak ten powie tak, to tamtem musi sie ustosunkowac i natychmiast podwazy, zaprzeczy, da wyraz oburzeniu, i ze to obraza jego uczucia religijne. To przeciez moje uczucia religijne (agnostyka, w skrocie) sa obrazane przez dzialanie wierzacych, ktorzy probuja mi narzucac swoj swiatopoglad, nawet jak im sie opre, to maja mnie za ulomnego, kogos kto nie dostapil 'łaski', ktorej oni dostapili, kogos slabszego, ktory nie ma bogusia w sercu, nie czerpie stamtad wielkiej sily i wartosci. Od razu nasuwa sie, ze skoro nie wyznaje wartosci religijnych, wiec na pewno kradne, oszukuje, uwodze, jestem za mordowaniem niewinnych plemnikow poczetych, jestem za zniesieniem malzenstw, bo to one sa jedyna przyczyna rozwodow, i oczywiscie, za tym, zeby nie leczyc homo.

Jak to dobrze jednak, ze te gazety czytam z takim opoznieniem, najczesciej, jesli o czyms uslysze w radio w samochodzie (a rzadko slucham dziennikow, bo przed nimi sa reklamy, a reklamy wyciszam i przypomina mi sie o ich ponownym wlaczeniu juz po dzienniku) to otwieram wiki i czytam, o co tam wtedy chodzilo, w tygodnikach (jest taki jeden, w ktorego tytule jest dziedzina, ktorej niewiele na lamach, a wiecej o kulturze, wiecej dobrych analiz, ciekawostek, choc i makabreski kryminalne tez sie zdarza (ignorowane)) jest zwykle kompendium wiedzy o danym zagadnieniu, dobre reportaze, fakty zastanawiajace, zmuszajace do myslenia, wyciagania wnioskow, krytycznego spojrzenia na to i owo. Omijaja mnie na szczescie sensacyjne (rany, jakie sensacyjne, toz wypadkow i nieszczesliwych zbiegow okolicznosci zdarza sie na co dzien multum) jak relacje z zycia i tworczosci mamy kogos z Sosnowca, analizy predkosci rosniecia drzew bialokorowych na urywanie skrzydel samolotow rzadowych, teorie o wytwarzaniu niewyobrazalnych ilosci mgly w sposob perfidny i efektywny i inne rozne kwiatki. W sumie to az chcialoby sie miec taki autorytet, kogos, kto odsieje chlam, glupote, populizm, kronike wypadkow, pozostawi cos budujacego, madrego, sprzyjajacego pracy zespolowej, propagujacego wspolne cele, ale to niestety takie niepopularne... malo ciekawe, niefotogeniczne. Wyglada na to, ze wnioskiem z calego tego zamieszania jest tesknota do mediow opinii, ale kogos madrego, wizjonera, czlowieka homo sapiens, a nie homo consumericus, cos jak tesknota za cenzura...

piątek, 15 lutego 2013

P/Groza zycia


Zaobserwowalem cos.
Fascynuja nas w zyciu rzeczy budzace groze.
Nawet, a wlasciwie przede wszystkim, groze z tylu glowy, nie wprost, symboliczna.
Np. lubimy:
- morze (nieokielznany zywiol, nad ktorym nie panujemy, ktory pochlania rocznie tysiace istnien ludzkich i miliardy wartego dobytku) - oczywiscie lubimy siedziec nad morzem, jak jest spokojne, ulaskawione, oswojone
- gory (urwiska, wywolujace lek wysokosci, lawiny, przepascie, nieprzewidywalne wahania pogody, rowniez gina tu ludzie co krok) - oczywiscie lubimy chodzic po bezpiecznych sciezkach i przy ladnej pogodzie
- przeciazenia  (kolejki gorskie, skoki spadochronowe, narty zjazdowe, diabelskie mlyny, szybka jazda po kretych drogach, sila odsrodkowa na karuzeli, hustawce) - wszystko w zapietych pasach
- w ogole duze szybkosci - rekordy maksymalnych predkosci poszczegolnych pojazdow, czlowieka, rakiety, kierowcy - z kanapy, czytajac
- adrenaline wydzielana w grach - najlepiej kiedy cos ci grozi, chocby symboliczne zabicie w paintballu, w strzelankach komputerowych - na fotelu przed ekranem
- cos spektakularnego - ogladac cos, co grozi pokazujacemu utrata zdrowia, zycia, osmieszeniem sie (cyrk, prezentacja, ekwilibrystyka, tresura zwierzat, sport z mozliwymi kontuzjami) - w zaciszu kanapy i z pilotem, zeby wylaczyc, jak bedzie zbyt krwawo
- katastrofy - jak powyzej
- horrory, kryminaly - zwlaszcza jak najpierw jest morderstwo, a potem napiecie stopniowo narasta
- zmiany - odwieczny lek przed nieznanym wobec dobrego, starego, zastanego bagienka. Budzi emocje odkrywcy.
- slawe - przeciwwaga do lęku przed bycia szaraczkiem, nikim, kims, z ktorym nikt sie nie liczy, niezauwazanym, nieistotnym, nijakim
- hazard - marzymy o prawdziwym, ktory grozi bankructwem, a kupujemy losy w lotku za kilka zl
- i inne - tu wpisz swoje lęki i to, co cie fascynuje
Jakos wcale nie emocjonuje nas relacja z meczu szachowego, czyjs swietny pomysl, pozwalajacy poprawic byt czy los milionom ludzi, czyjes pochwaly godne postepowanie wobec bliznich, czyjas wiedza, doswiadczenie - byc moze dlatego, ze niewielu ludzi jest w stanie dostrzec ogrom pracy wlozony w piekny mecz szachowy, blyskotliwy, zrealizowany pomysl, ilosc sily woli wlozonej w cos wielkiego.
Byc moze to przypomina nam, maluczkim, jak sami slabi i glupi jestesmy, a to nie jest mile. A nikt nie lubi przypominania, ze powinien cos zrobic, ze soba, z problemem, z kims.
Ta proza zycia nikomu nie imponuje, nikt (no, troche tu przesadzam, ale rozumicie, dramatyzm przekazu musi byc) nie chce wiedziec, co mozna robic w szarej rzeczywistosci, zeby bylo lepiej, ale nie tak od razu. Wolimy szybka emocje, katharzis, efekt, feerie, zeby nie powiedziec orgazm. No, w sumie to sie nie dziwie. :)
Gazety pelne sa wzmianek o wlasnie tych spektakularnych katastrofach, a niewiele w nich dobrych przykladow, rekordow mysli, idei, rozwiazan godnych nasladowania.
To nasze demony wywoluja w nas emocje, najsilniejsze. Bo kto sie nie boi - ten sie akurat danym czyms, czego sie nie boi - nie emocjonuje. Proste jak sto metrow sznurka w kieszeni.
Coz, takie zycie. Nie mam zludzen, ze to sie w najblizszym czasie jakos zmieni. Ale to pesymisci maja same mile niespodzianki.

czwartek, 31 stycznia 2013

Sposob na mandat z fotoradaru

Wlasnie przeczytalem, choc za gosciem nie przepadam, to pozyteczne informacje nalezy pozyskiwac zewszad:

http://mdziennik.pl/auto/news-auto/cejrowski-ujawnia-sposob-na-mandat-z-fotoradaru-zastosuje-z-wielka-przyjemnoscia

Moze to komu pomoze?

Oczywiscie jest to bardzo przyjemne - wiec albo zabronione, albo niemoralne, albo co najmniej tuczace.

Z ostatniej chwili: uzyteczny link: http://3obieg.pl/mandaty/pages/about

niedziela, 20 stycznia 2013

Naleśniki Mamy Karola

Potrzebne skladniki:
- waskie parowki drobiowe znanej i lubianej firmy D...ex (okropna zawartosc pozywnego MOM wewnatrz)
- ogorki konserwowe
- dowolny zolty ser
- ciasto na nalesniki, takie jak lubisz i umiesz
- sosy, musztardy, majonezy, ketchupy do smaku, jak kto lubi

Nalesniki smazymy najpierw, ile kto da rade.
Parowki kroimy wzdluz, najlepiej na 4 czesci.
Ogorki tez kroimy wzdluz, na paski mniej wiecej 4-5 mm grubosci i wysokosci, dlugosc taka, na jaka ogorek pozwala.
Ser, jak mozna sie inteligentnie domyslic, rowniez kroimy wzdluz, tak samo jak ogorek.
Na jednym koncu nalesnika ukladamy dwie czesci parowki, miedzy te czesci wkladamy paski zoltego sera, z zewnatrz paski ogorka (wyjdzie mniej wiecej tak - paski ogorka, parowka, paski zoltego sera, parowka, paski ogorka) i zwijamy to wszystko w rulonik (dlatego trzeba zaczac ukladac na brzegu)
Kladziemy ruloniki na patelni i podgrzewamy, az mniej wiecej wyczujemy, ze ser sie juz stopil, ale jeszcze nalesnik sie nie przypalil.
Kladziemy na talerzu, oblewamy dowolnymi sosami do smaku (polecam slodko-kwasny, ketchup, majonez, musztarde, czosnkowy, innych jeszcze nie probowalem).
Zzeramy. Po tym jestesmy nazarci jak baki.
Danie wymaga troche pracy, ale fajnie sie wspolnie kroi przy jednym stole w kilka osob, a ladnie sie prezentuje, jest moim zdaniem smaczniejsze od hot-doga i bardzo syte. I latwo je przechowac w lodowce do drugiego razu. No i w zasadzie poza parowkami i ogorkami mozna je zrobic z tego, co jest w kazdym domu, gdzie sie czasami gotuje.
Fotek nie mam, bo zezarli zanim wyciagnalem aparat, ale wyglad to ma normalny, jak nalesnik polany sosem.