sobota, 27 września 2014

Jak literowac nazwy wlasne przez telefon

Nie ma co prochu wymyslac, albo szukac w pamieci imion, dawno juz wymyslono aflabet fonetyczny NATO nazywany takze ICAO (tu cytat od Goldenbrown):
'(Międzynarodowy alfabet fonetyczny), przyjęty w latach 50-tych, mający zastosowanie w lotnictwie do komunikacji radiowej. Alfabet ten stał się standardem dla wielu instytucji, szczególnie amerykańskich. 
Jest sprytny:) Ma tę zaletę, że żadna sylaba tworząca poszczególne słowa kodu nie powtarza się, co ma znaczenie szczególnie przy zakłoceniach w komunikacji, nawet częściowy przekaz jest zrozumiały.'

LiteraKodWymowa polska
AAlphaalfa
BBravobrawo
CCharlieczarli
DDeltadelta
EEchoeko
FFoxtrotfokstrot
GGolfgolf
HHotelhotel
IIndiaindia
JJuliettdżuliet
KKilokilo
LLimalima
MMikemajk
NNovembernowember
OOscaroskar
PPapapapa
QQuebeckebek
RRomeoromijo
SSierrasjera
TTangotango
UUniformjuniform
VVictorwiktor
WWhiskeyłyski
XX-Rayeks-rej
YYankeejanki
ZZuluzulu
.        (kropka) -      Decimal lub Stop (w zależności od kontekstu)

Nadawanie liczb

Obowiązują dwie wersje – polska i angielska
CyfraWymowa polskaWymowa angielska
0ZeroZero
1Jedynka[a]One
2DwaTwo
3TrzyThree (Tree)[b]
4CzteryFour (Fower)
5PiątkaFive (Fife)[c]
6SześćSix
7SiedemSeven
8OsiemEight
9DziewięćNine (Niner)

jak kogos fascynuja akcenty i poprawna wymowa wg alfabetu fonetycznego z literami greckimi, wg ktorych podobno kazdy jest w stanie poprawnie wymowic wszystko w kazdym jezyku , to odsylam do polskiej albo anglojezycznej Wikipedii.

Na razie to jeszcze pikus, ale jak to wszystko zapamietac, jak cie nagle spytaja o przeliterowanie?

Wg najnowszej i tej starszej wiedzy psychologicznej, najprosciej wyobrazic sobie jakies smieszne sytuacje i skojarzyc kolejnosc i rzeczowniki w ten sposob. Kolejnosc to nie problem, bo alfabetycznie, ale zawartosc - zawsze mi sprawiala klopot. No to zaczynamy:

Samiec ALFA bije BRAVO CHARLIemu Chaplinowi siedzac w Lancii DELTA. ECHO braw zaglusza FOKSTROTa puszczanego z GOLFa obok, przy HOTELu w INDIAch, w ktorym na balkonie siedzi JULIETT z nadwaga cos okolo 20 KILO i LIMem pod okiem. MIKE NOVEMBER (zmienil wlasnie nazwisko z: September) dostal OSKARa i kazal pozdrowic PAPE w QUEBECu. ROMEO sie zgubil w SIERRA Nevada i nie pozostalo mu nic, jak zatanczyc TANGO w UNIFORMie z VICTORem, pijanym WHISKEY i popiskujacym standard X-RAYa Charlesa ' Georgia, Georgia'. Wszystko to opisal YANKEE z plemienia ZULU.

Jak kto ma jakis fajnieszy obrazek w myslach - niech sie dzieli, moze bedzie latwiej zapamietac.

wtorek, 24 czerwca 2014

Tolerancja to zuo!


Czytajac niedawno  wspomnienia pewnej podrozniczki uderzyla mnie trafna uwaga - nie powinnismy walczyc o tolerancje, w jakiejkolwiek postaci. Tolerancja jest slowem nacechowanym, choc moze tego na pierwszy rzut oka nie widac, negatywnie. Tolerujemy cos, czego nie akceptujemy, ale musimy sie z istnieniem tej rzeczy pogodzic, bo tak juz jest i, kosztem wlasnej wygody, komfortu, dobrego samopoczucia, tlumaczymy sobie racjonalnie koniecznosc znoszenia przykrego nam zjawiska. Byc moze to zjawisko jest przykre tylko nam, byc moze nie. Odmawiamy tym samym prawa do bezkarnego istnienia tego czegos, bo to nam przeszkadza, ale ostatecznie mozemy, w imie wyzszych wartosci, dopuscic do wiadomosci fakt bytu tegoz zjawiska, choc tak naprawde nie mamy wplywu na to, czy to istnienie bedzie czy tez nie.
Ja osobiscie widze rowniez w slowie 'tolerowac' wewnetrzna niezgode na status quo, nieuzewnetrzniana jednak i, w imie wyzszych wartosci, zaniechanie dzialania, aby stan rzeczy zmienic.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Tolerancja
Nie powinnismy walczyc o taka tolerancje, powinnismy walczyc o akceptacje czegos, cokolwiek by to bylo. Glownie akceptacje u siebie.


Trza by teraz zamienic wszystkie hasla na sztandarach z walki o tolerancje na walke o akceptacje.
Choc z drugiej strony - czy mamy akceptowac czyjas glupote, brak kultury, nazistow, krzywde ludzka?  A wyglada na to, ze tak robimy, tolerujemy istnienie roznych negatywnych zjawisk, bo uwazamy, ze ta tolerancja jest niezbedna, gdyz nie spowodujemy zlikwidowania zjawiska tego lub owego. Czyli skrajny pesymizm - nastepna negatywna cecha ukryta pod haslem obojetnej niby uczuciowo tolerancji.
Chyba, w dobie wszechobecnej poprawnosci politycznej, ktora jakos nierozerwalnie laczy sie z pojeciem tolerancji, powinnismy jasniej precyzowac granice tego, co akceptujemy, od tego co wg nas nie jest w zaden sposob do przyjecia. Jest to troche niebezpieczne, gdyz po tym, czego nie akceptujemy, mozna szybko ocenic jacy zasciankowi, malomiasteczkowi i szowinistyczni jestesmy my sami, a kto lubi byc wystawianym na ewentualne posmiewisko, niekoniecznie madrzejszych, przedstawicieli tluszczy? Moze to byc nie do wytrzymania, zwlaszcza w srodowiskach malych, zamknietych lub niemozliwych do zmiany. Ale z drugiej strony, jak nikt nie powie, co jest madre wg niego i dobre, to skad ludzie myslacy inaczej maja wziac material do refleksji nad tym, co oni uwazaja za sluszne, wlasciwe?
Tu znowu zachodzi zjawisko uprzedzenia, zakladania z gory czegos, ze sie nie uda, ze nie zadziala i wyjdzie glupio.
Nie na darmo mysl ta przednia, o akceptacji, wyszla z glowy podrozniczki. To wlasnie w egzotycznych krajach trzeba sie dostosowac do otaczajacych zwyczajow, trzeba wiedziec jak postepowac, zeby nie obrazic czyichs uczuc czyms, co w naszej kulturze jest naturalne, niestwarzajace problemow, czasem wrecz pozadane. I tu dochodzimy do nastepnego wniosku - trzeba wiedziec. Jak sie nie wie - to sie nie rozumie i nie akceptuje, bo istnieje naturalny wewnetrzny sprzeciw do akceptowania rzeczy niezrozumialych. No, chyba ze wchodzimy z strefe religii.
Pamietam fajna uwage na temat tolerancji - nasza, zachodnia, tolerancja konczy sie, gdy musimy stanac w kolejce za niebotycznie smierdzacym bezdomnym.

I teraz coz zrobic? Co akceptowac i jak dawac wyraz temu, czego nie chcemy akceptowac? Mysle, ze na tym wlasnie polega sztuka zycia rozumnego, aby byc na tyle wyrazistym, by ludzie wiedzieli, czego sie mozna po tobie spodziewac, a jak nie wiedza, nalezy umiec to sprzedac w taki sposob, zeby widac bylo na pierwszy rzut oka, ze nasz wybor jest podyktowany przemysleniem problemu i jest madrzejszy od bezrefleksejnego stereotypu, ktoremu holduje wiekszosc.

niedziela, 30 marca 2014

Nazwy, imiona, skojarzenia


Lubie no name'y - cos bez logo producenta, bez idiotycznych napisow na koszulce typu: 'Nie lubie napisow na koszulkach', bez logo na kazdym duperelu, paseczku od zamka blyskawicznego, kazdym lewym napiersniku i prawym poldupku w spodniach. Czasem nie da sie tego usunac, ale jak sie da - to usuwam. Nie placa mi za darmowa reklame produktu, ktory kupilem, to dlaczego mam niby go reklamowac? I tak zaplacilem kupe siana za cos, czego koszt produkcji nie przekracza zwykle 10% ceny.



Podoba mi sie za to, co niektorzy potrafia zrobic z nazwami, nazwiskami, imionami.

Taki Leśmian na przyklad, w oryginale nazywal sie podobno Lessmann, leciutko zmiekczyl dwie gloski i juz wyszlo miekko, przytulnie, niesmialo, zupelnie nie jak gestapowskie: oberleutnant Lessmann.
My kiedys zmiekczylismy imie cory na Magduszek, bo byla jako niemowlak podobna do duszka Kacperka.



W rodzinie mam tez Tytusa i teraz o jego dziewczynie mawiamy, ze ma sklonnosci do Tycia (kiedys byl maly, tyci,  teraz to nieaktualne).

Sa nazwy kojarzace sie automatycznie z jakimis cechami, jakies mercedesy (notabene imie zenskie), rolls-royce'y, volkswageny sa synonimami wygody, luksusu lub popularnosci, tak funkcjonuje ten swiat i nie ma co za bardzo z tym zrobic.

A popatrzcie, co Rosjanie zrobili z nazwy GAZ - dodali -elle i z topornego, powaznego GAZika wyszla zgrabna i powabna GAZellka.

W narzedziach tez tak jest, ze nazwa firmy funkcjonuje jako nazwa typu narzedzia - oczywistym jest, ze Karcher to myjka cisnieniowa, Bosh to najczesciej wiertarka, Philips w anglosaskiej czesci swiata to wkretak krzyzakowy itp.

Firmy potrafia zaplacic duze pieniadze za wykupienie praw do nazwy, nawet takie chinskie potrafily wykupic nazwe Junak, ktora wszystkim motocyklistom kojarzyla sie z solidnym, mocnym motocyklem produkowanym w Polsce dawnymi czasy, teraz Junak jest chinski i, o dziwo, z opinii wiem, ze motocykl obecny na rynku pod ta nazwa ma podobne cechy. Chinszczyna kojarzy sie wiekszosci Europejczykow z tandeta, taniocha, slabizna, a przeciez wiekszosc produkcji materialnej pochodzi wlasnie stamtad, i to nawet cos z logiem polskich firm najczesciej jest przez te firmy sprowadzane i opatrywane znakiem firmowym na dowod jakosci i solidnosci produktu.

Jak wazne sa skojarzenia podam na innym przykladzie, kiedys jako mlody obiecujacy bylem na szkoleniu rezerw kierowniczych i na kursie wystepowal pan, ktory omawial zjawiska rynkowe, miedzy innymi typy produktow.

Chociaz to bylo ponad 10 lat temu i od tego czasu przeszedlem kilkadziesiat innych szkolen, zapamietalem do dzisiaj, ze sa 4 glowne typy produktow: gwiazda, dojna krowa, trudne dziecko i wsciekly pies.


Gwiazda to produkt olsniewajacy, na ktorym da sie zarobic krocie, ale krotkotrwaly, taka np. kostka Rubika, byly czasy, ze kazdy to mial, probowal, byl mistrzem, ukladal w 3 s itd, ale po pewnym czasie wszystko sie skonczylo. Produkt przynosil ogromny zysk, ale sie skonczyl.


Inny typ produktu to dojna krowa - porzadny, ustabilizowany na rynku produkt, na ktorym firma zarabia i przy odpowiedniej strategii moze ja ten produkt utrzymywac przez lata, nie dajac zbankrutowac po wieki.


Wsciekly pies to produkt, z ktorym mozna zrobic tylko to, co ze wscieklym psem - jak najszybciej zabic, i to im szybciej tym lepiej, bo wtedy przyniesie jak najmniej strat. Podejrzewam, ze takim wscieklym psem dla firm paliwowych sa, pojawiajace sie gdzieniegdzie, efektywne, tanie w produkcji i eksploatacji samochody elektryczne. Zapewne spore pieniadze sa przeznaczane na to, aby nie ujrzaly swiatla dziennego, probuje sie niby robic Priusy, samochody takie, owakie, ale zwykle gdziestam ta benzyna jest ciagle potrzebna. Wynalezienie i wyprodukowanie takiego samochodu spowodowaloby spore perturbacje na rynkach swiatowych - mnostwo ludzi straciloby prace, zalamalyby sie niektore dzialy gospodarki i waluty, kraje niektore stracilyby na znaczeniu, swiat wywrocilby sie do gory nogami.



No i trudne dzieci - z niego wyrasta kazdy inny produkt, trzeba w nie inwestowac, bez gwarancji na to, ze zmieni sie w przyszlosci w gwiazde, badz dojna krowe, na ktorych firma stanie na nogi, najczesciej niestety produkt taki zmienia sie we wscieklego psa.


Cztery krotkie porownania pozostaly w pamieci na zawsze, pozwalajac w pewnym przyblizeniu zrozumiec zjawiska rynkowe.

Czyz nie o to chodzi w szkoleniach? I samym procesie nauczania?

niedziela, 2 marca 2014

Badanie o lekkim zabarwieniu

   I nakazal pan (pracodawca) - a wezmiesz karte kredytowa sluzbowa i udasz sie do przybytku Asklepiosa, czy Eskulapa, a wezmiesz tam i oddasz plyny twoje  i beda one zbadane i powiedza nam ony, azaliz mozesz ty nam dalej dutki przynosic po swiecie jezdzac i dobra nowine armatorom gloszac, ze ich maszyny zdrowe sa, alboli nie.
   Coz bylo robic, zebralem swe zwloki do worka i pobieglem.
   Miedzy wszystkimi moimi badaniami wyznaczonemi przez jasnie najwazniejszego pana dochtora bylo udanie sie do gabinetu oftalmologicznego i odbycie badania dna oka.
    Niefrasobliwie wszedlszy napotkalem tam pania doktor o milej dla oka i ucha powierzchownosci, w wieku jak najbardziej odpowiednim, nacechowana dyskretna wonia dobrych perfum, subtelnym, jak sie pozniej w rozmowie okazalo, poczuciem humoru i ogolnie pozytywnym dla wszelkich zmyslow odbiorem.
Otoz wzmiankowana atrakcyjna ze wszech miar pani doktor kazala usiasc w wyznaczonym krzeselku, nalozyc jakies takie ustrojstwo w ksztalcie okularopodobnym, sama usiadla bardzo blisko, przyblizyla swoja twarz na odleglosc jakies 4-5 cm od mojej twarzy, (zrobilo mi sie dziwnie, goraco i jakos tak milo, krowki przeszly mi po plecach, bo mrowek sie brzydze) popatrzyla przeciagle i gleboko w oczy, najpierw w jedno, potem w drugie, i, niesamowicie zmyslowym glosem, niskim i obiecujaco chrapliwym powiedziala:
- O!!!!!!
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
zrobila sie panu jakas ranka na rogowce lewego oka, przepisze panu masc...

środa, 5 lutego 2014

Minimax czyli minimum slow, maksimum fot Setubal

Oto co mozna wycisnac z przemyslowego miasteczka Setubal, smierdzacego celuloza, 30 km od atrakcyjnej Lisbony, majac cos kolo 4 godzin wolnego do zachodu slonca, per pedes, w srodku zimy:

Lotnisko w Lizbonie, a byl piatek, powitalo nas wyswietlanym na przemian, intrygujacym napisem: SEX FRI, jak sie okazalo byly to trzy pierwsze litery skrotow od angielskiej i portugalskiej wersji slowa piatek, ale niesmaku nie bylo :)

Most Waśko da Gamy, najkrotsza droga do Setubal



Roslinnosc w grudniu



Kawal portu

Nie wszystkie palmy przezywaja

przyplyw...

...suchy dok...

...podwojne espresso na statku...


... i odplyw

widok z okna hotelu

jak wyzej


ruinki w scislym centrum

luksusowe osiedle, niezamieszkane od 3 lat (juz tu kiedys bylem, tak samo to wygladalo)


twierdza z opisem ponizej, na czubku ladna, pusta restauracja


widok z tarasu restauracji z twierdzy




sporo tam wiatrakow
taki detal

widok na wyspe z hotelami, plazami i kasynami, dojazd promem




to ta resturacja

z widokiem





c.d. knajpka na szczycie









pozwole sobie zwrocic uwage na skale




no byl maly cykorek, zwlaszcza ze te ludziki z gory takie malutkie






pozwole sobie zwrocic uwage na cien, z tej skaly powyzej









no i juz zmierzchalo