środa, 25 stycznia 2017

Historia badań okresowych w pewnej firmie

Parę słów tytułem wstępu:
Dotąd otrzymywałem maila, że potrzebne są badania okresowe jakiś tydzień przed terminem, jak kończą się poprzednie, przyjmowałem do wiadomości i zwykle się wyrabiałem o czasie, ale ostatnio najpierw dostałem skierowanie jakieś dwa miesiące przed terminem, potem maila przypominającego miesiąc przed terminem, a potem maila z prośbą o zapewnieniu wykonania badań na czas pięć dni przed upływem terminu. Dodam tylko, że mam pracę typu pogotowie, czasami siedzę w domu półtora miesiąca, czasami bez przerwy poza domem miesiąc, czasami w tydzień jestem w pięciu krajach, a wszystko nie daje się zaplanować, wyjazd jest na zasadzie: telefon dzień przed - jedziesz tu i tu, długość pobytu może się zwiększyć lub zmniejszyć niespodziewanie w obie strony: w górę i w dół. Różni się to w każdym razie diametralnie od klasycznego od 7.00 do 15.00 z zaplanowanym na rok z góry urlopem.
Niektórym się podobało, więc wrzucam:

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------


From: NN
Sent: Monday, November 21, 2016 12:38 PM
To: autor bloga
Cc: szef autora bloga
Subject: Badania okresowe

Witam,
Proszę o wykonanie badań okresowych najpóźniej do 14-01-2017, w załączeniu skierowanie

pozdrawiam
NN
Specjalista ds. Kadr i Płac
------------------------------------------------------------------------------------------------------------


From: NN
Sent: Friday, December 23, 2016 10:30 AM
To:
autor bloga
Cc:
szef autora bloga
Subject: RE: Badania okresowe

Witam,
Przypominam o wykonaniu badań okresowych na czas
NN
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
From: NN
Sent: Monday, January 09, 2017 10:34 AM
To:
autor bloga 
Cc: szef autora bloga
Subject: RE: Badania okresowe

Witam,
Proszę o informację czy badania będą wykonane na czas, zostało 5 dni

Pozdrawiam
NN 
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------




From: autor bloga
Sent: Monday, January 09, 2017 8:28 PM
To: NN
Cc: szef autora bloga
Subject: RE: Badania okresowe

Witam,
Nie jestem w stanie przewidzieć, czy badania zostaną wykonane na czas, jako że obecnie jestem na zleceniu pracy poza miejscem zamieszkania, tj. w X, ale plany są takie, że:
1.       prawdopodobnie (o ile to będzie możliwe) większość prac przewidzianych na tym etapie uruchomienia będzie zakończona jutro,
2.       pojutrze, czyli 11 stycznia planowana jest wizyta w biurze w P i powrót do Y, i o ile nie ulegnę wypadkowi w drodze do domu, nie dostanę zawału w Stoczni, nie złamię nogi na śliskim wejściu do domu, droga do Y będzie przejezdna, internet i telefonia komórkowa w mojej okolicy tj. Z i Y będą działały, mój prywatny, lekko uszkodzony aparat telefoniczny ze służbową kartą telefoniczną nie zawiodą (a ostatnio ekran dotykowy jest coraz bardziej rozbity i nieczuły, a w niższych temperaturach w ogóle niczego nie pokazuje) są nawet spore szanse na zarejestrowanie wizyty w przewidzianej procedurą instytucji i terminie. Aby zwiększyć szanse na rejestrację telefoniczną, wobec braku perspektyw otrzymania namiastki uszkodzonego telefonu służbowego z biura, mam pewne szanse, że jak syn przeniesie wszystkie kontakty i oprogramowanie do swojego nowego telefonu, odda swój stary telefon żonie, ja przejmę ten po żonie, będę miał lepszy egzemplarz, choć też z lekko rozbitym ekranem, tak że bądźmy dobrej myśli. Jak widać ciężkie czasy nastały dla pracowników RR, oj ciężkie. Cud, że w ogóle mam kontakt telefoniczny na wyjeździe.
3.        Zwykle (ostatnio nie dalej jak rok temu) wszystkie badania i orzeczenia lekarskie nie zabierają więcej niż dwa dni, choć w obecnej, coraz bardziej nas otaczającej rzeczywistości mogło to ulec zmianie.
4.       Ergo: 12 stycznia początek, dwa dni na badania i orzeczenia dają 14 stycznia, ostatecznie, będąc pesymistą, a pesymista ma same miłe niespodzianki, możemy założyć że albo:
·         a) uda się (szansa 50%) – wtedy miła niespodzianka dla pesymisty, bo się udało
·         b) nie uda się (szansa 50%) – wtedy również miła niespodzianka, bo można powiedzieć : ANIEMÓWIŁEM?
Widząc intensywność dopytywań w przeciągu ostatniego czasu mogę tylko zapewnić, że dołożę wszelkich starań, aby sprostać zaleceniom pracodawcy i wywiązać się z terminu nałożonego przez korporację. Będę starał się zakończyć prace uruchomieniowe, nawet po trupach do celu, będę ostrożnie jechał i prowadził, nie będę się spieszył na podjeździe, żeby nie złamać nogi, w razie awarii telefonu wyżebrzę coś na ulicy i się zarejestruję, jak zabraknie internetu, to już nic nie zrobię tylko pojadę tam osobiście i stojąc w kilometrowej kolejce przedstawię zaspanej rejestratorce pieczołowicie wydrukowane skierowanie (kurcze, nie wiem co zrobię jak drukarka służbowa w domu zawiedzie, albo zabraknie prądu, ale mam takie malutkie, wydrukowane już zawczasu skierowanie przy sobie w X, obiecuję go nie zgubić. Zawsze mam jeszcze rozwiązanie awaryjne – będąc z wizytą w biurze w Y spróbuję wydrukować awaryjny egzemplarz skierowania we właściwym formacie A4, w razie czego, o ile nie zapomnę)
Będąc świadom donośności tej misji i widząc zainteresowanie ze strony pracodawcy mogę relacjonować na bieżąco realizację poszczególnych etapów planowanego przedsięwzięcia. To co, relacjonować?
Przypadku niepowodzenia myślę, że jeden dzień opóźnienia nie będzie wielkim problemem, musimy myśleć pozytywnie, nie poddawać się przeciwnościom, przeć nieustannie do celu, mając przed oczami świetlaną przyszłość naszej firmy, powodzenie pracowników i wszechogarniające szczęście ludzkości w niedalekiej, jak mniemam, przyszłości.
Tak że proszę się nie niepokoić, jak widać szanse niejakie istnieją.
W razie dalszych wątpliwości polecam Wróżbitę Macieja, on zawsze pocieszy, nawet jeśli nie przewidzi wszystkiego, podniesie na duchu.
Ostatecznie, w przypadku braku możliwości skontaktowania się ze wzmiankowanym Maciejem, służę własną osobą. Umiem uspokoić rozedrgane i nadszarpnięte stresem związanym z pracą nerwy, tak mówią.

With Regards
autor bloga

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


From: autor bloga
Sent: Tuesday, January 10, 2017 8:07 AM
To: NN
Cc: szef autora bloga
Subject: FW: Badania okresowe - pytanie dodatkowe

Aby zapewnić bezproblemowy przebieg i wyrobić się w terminie mam tylko pytanie – jak długo ważne jest skierowanie na badanie, bo jeśli jeden miesiąc to trzeba będzie wystawić następne.
Nie dokonywałem prób podejścia do badań wcześniej, gdyż w moim przypadku z numeru PESEL wynika, że mogą być ważne tylko 1 rok, więc każde przyspieszenie zwiększa ich częstotliwość, co może narazić firmę na niepotrzebne koszty (po około 12 latach skracania okresu badań o miesiąc wyjdzie dodatkowy koszt całego badania, zupełnie niepotrzebny przy wykonywaniu badań dopiero tuż przed czasem, w którym się kończą)

With Regards
autor bloga



From: NN
Sent: Tuesday, January 10, 2017 8:56 AM
To: autor bloga
Subject: RE: Badania okresowe - pytanie dodatkowe

Skierowanie na badania powinno być ważne 3 m-c, jednak dla uniknięcia jakichkolwiek opóźnień załączam nowe skierowanie z aktualną datą.

Pozdrawiam
NN
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

From: autor bloga
Sent: Monday, January 16, 2017 9:19 AM
To: NN
Cc: szef autora bloga
Subject: RE: Badania okresowe - pytanie dodatkowe

Bardzo dziękuję za przesłanie poprawionego skierowania, podobno jest ważne jeden miesiąc, tylko dzięki niemu mogłem się zarejestrować i zapewnić niezakłócony proces zdobywania zaświadczenia o przejściu badania okresowego!
Ośmielam się zawiadomić iż:
Natychmiast po dotarciu do domu z delegacji w X (opóźnione przez przedłużający się proces znajdowania błędu w procedurze o jeden dzień w stosunku do tego,co planowałem poprzednio) późnym wieczorem 12.01 br, następnego dnia, od samego początku godzin urzędowania czyli o 7.00 zarejestrowałem się w ABC i otrzymałem terminy badań, początek na dziś, popołudnie, następne badania jutro rano oraz koniec 18 stycznia w okolicach południa. Zajmie to wiec nie dwa, jak to było w zeszłym roku, a trzy dni.
Podczas pobytu w biurze udało mi się uzyskać używany telefon służbowy, a więc przynajmniej problem komunikacji telefonicznej mamy już poza sobą!
Poprawione skierowanie udało mi się wydrukować na służbowej drukarce, jeśli więc tylko:
·         nie wpadnę w poślizg (drogi z mego miejsca zamieszkania do siedziby ABC bardzo śliskie, mróz na dworze, odległość około 15 km, w tym 6 bardzo oblodzone)
·         uda się uruchomić samochód na mrozie (stary diesel, ale na wszelki wypadek będzie drugi w rezerwie), mam też gotowy prostownik i kable rozruchowe, na wszelki wypadek
·          i uda mi się przejść wszystkie badania z wynikiem pozytywnym (oprócz tych na WR i obecność pasożytów) to:

już 18 stycznia będę mógł zeskanować zaświadczenie i przesłać go drogą mailową do wszystkich zainteresowanych służb RR.
(Oczywiście jeśli będzie prąd, internet, VPN, sprawny laptop i skaner służbowy w domu i wiele innych warunków do spełnienia, ale bądźmy dobrej myśli.)

Mimo wszystko życzę miłego dnia!

Wzruszony zainteresowaniem i szybkościa reakcji na me wątpliwości
autor bloga
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

From: autor bloga
Sent: Thursday, January 19, 2017 1:35 PM
To: NN
Cc: szef autora bloga
Subject: FW: Badania okresowe

Z wielkim zadowoleniem i szczerą radością ośmielam się przesłać skan dowodu na to,że badania się odbyły, przeszły jak planowano, i, mimo poważnych obaw płynących ze wszystkich stron, zakończyły się spektakularnym sukcesem, cudowną słodycz zwycięstwa zepsuły tylko krople dziegciu niewielkiego opóźnienia.
Miło mi załączyć dokument i uspokoić wszystkie strony niniejszej korespondencji.
Pozostaje mi tylko niezbyt zachęcająca wizja powtórzenia badań już za rok, z okładem, jako że indywidua mego rocznika, pracujące na wysokości powyżej 3 m, są do tego zobligowane ustawowo. Ktoś miał przerażającą wizję staruszków po pięćdziesiątce gremialnie spadających z rusztowań i drabin, narażających pracodawcę na kosztowne odszkodowania. Każdy ma swoje demony.

Nie odważę się pozdrawiać, ufając, że ze zdrowiem wszystko w porządku.

With Regards
autor bloga

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

From: szef autora bloga
Sent: Thursday, January 19, 2017 1:43 PM
To: autor bloga
Cc: NN
Subject: RE: Badania okresowe

Cześć (imię autora bloga)

Dziękuję za informacje życząc spokojnej i bezpiecznej pracy.

Best Regards

szef autora bloga
Field Service Manager
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




Nie znam pani z kadr, ale podobno się wystraszyła.

czwartek, 29 września 2016

Niezwykłe przypadki InterRisk - InterRisk - tłumaczy się: ryzyko rozłożone MIĘDZY ubezpieczonym a ubezpieczycielem

Przypadek sprawił, że muszę ubezpieczać dom, wymogi kredytu, te sprawy.
Przypadek sprawił, że ubezpieczyłem dom w InterRisk, sprawny agent, dobra cena, przypadkowa decyzja, że może być.
Przypadek sprawił, że w czasie burzy spalił się dość drogi komputer syna.
Przypadek również sprawił, że wystąpiliśmy o odszkodowanie, przecież mogliśmy odpuścić, nie po to się płaci ubezpieczenie, żeby potem wnosić o odszkodowanie, prawda?
To co się działo potem, analizując fakty, nasuwa wniosek, że działo sie to nieprzypadkowo.
  1. Nieprzypadkowo likwidatorzy zmieniali sie średnio co dwa tygodnie (prawdopodobnie firma obca)
  2. Nieprzypadkowo nie dało się normalnie dodzwonić do likwidatora, gdyż ten, który prowadzi moją sprawę:
    • wyszedł z pokoju,
    • ma urlop,
    • jest nieobecny, 
    • to już kto inny
    i uzyskać jakąkolwiek informację, czy koszt wymaganej wyceny serwisu komputerowego będzie dodany do kwoty odszkodowania
  3.  Nieprzypadkowo wypłata części odszkodowania, opisana arbitralnie jako 'bezsporna kwota odszkodowania' opiewa na mniej więcej połowę wartości szkody - w końcu mieć a nie mieć wycenione blisko 5 tysięcy przez miesiąc to jest różnica, zwłaszcza pomnożone przez zapewne kilkuset takich klientów dziennie, kupa szmalu! - i przychodzi po ponad dwóch miesiącach od zgłoszenia szkody, nie po ustawowym jednym.
  4. Nieprzypadkowo ubezpieczyciel nie reaguje nawet na pytania i ponaglenia w miarę zaprzyjaźnionego agenta ubezpieczeniowego - w końcu sam agent przyznaje, że już pula przeprosin mu się wyczerpała i po prostu brak mu słów.
  5. Nieprzypadkowo, na złożoną reklamacje w formie mailowej, odpowiada po ustawowym miesiącu kierownik działu odszkodowań, że uznano moją reklamacje, lecz nadal nie w pełnej wysokości wyceny niezależnego serwisu.
  6. Nieprzypadkowo wysyłam mailowo codziennie (sic!) ponaglenia, żeby dostać odpowiedź, prawdopodobnie, gdybym ich nie wysyłał, żadna odpowiedź na reklamację by nie nadeszła.
  7. Nieprzypadkowo po moim w końcu dodzwonieniu się do likwidatora, on orzeka o tym, że pozostałą część (nie wiadomo jaką) odszkodowania wypłacą po przedstawieniu rachunku za kupno i złożenie równoważnego komputera, a następnie przez następny miesiąc nic się nie dzieje. Co ma wypłacenie i tak opóźnionej reszty odszkodowania do mojego zakupu? Przecież mogę pieniądze z odszkodowania przepić albo przetrwonić w lupanarze, nie muszę za to odkupić tej samej rzeczy!
  8. Nieprzypadkowo po uznaniu mojej reklamacji wypłaca się nie pełną, a w sumie około 3/4 kwoty wyceny serwisu (po ponad 2 miesiącach, 9 września) wraz z adnotacją, że jak się chce założyć sprawę w sądzie, to należy w niej pozwać instytucję taką a taką, w miejscu swego zamieszkania. Ewidentnie chodzi tu o zmęczenie przeciwnika, w końcu oni robią takich spraw kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset dziennie, a człowiekowi się przydarza zdarzenie losowe może kilka, może kilkanaście razy w życiu i po prostu nie ma wprawy.
  9. Nieprzypadkowo mija już prawie 3 miesiące, a ja nadal nie mam kwoty pełnego odszkodowania na koncie.
  10. Nieprzypadkowo otrzymuję mailową zapowiedź listu poleconego, w którym firma przedstawi swoje stanowisko, ale nie ma kopii tego stanowiska w mailu. Wygląda to na ewidentną grę na zwłokę.
  11. Nieprzypadkowo wysyłam nawet kilka razy dziennie mailowo ponaglenia, na które otrzymuję elektroniczną, automatyczną odpowiedź, że wszystkie moje maile są przekazywane likwidatorowi.
  12.  Nieprzypadkowo zapowiadam, że będę się domagał nie odsetek ustawowych, a tych, które płacę bankowi za korzystanie z limitu debetowego
  13. Nieprzypadkowo zamierzam też wycenić czasowo moje starania o to, co mi się wg ustawy należy i pomnożyć je przez moją stawkę godzinową pracy, gdyż bodajże od 8 września br. weszło prawo, że sąd uwzględnia jako dowód nie tylko papierowe kopie listów poleconych, ale także elektroniczne kopie korespondencji między stronami (http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/309069917-Nowelizacja-KPC-informatyka-wchodzi-do-sadow-cywilnych.html)
Ludzie, wydaje mi się, że ubezpieczyciel to instytucja, której płacimy za to, żeby w razie losowego zdarzenia odzyskać pełną kwotę za szkodę, nie połowę, nie 3/4 po pierwszej reklamacji, a całość, i to w miarę w skończonym czasie.

Szkoda została zgłoszona 2 lipca, w tej chwili mamy koniec września, czyli minęło ćwierć roku, a status sprawy nadal jest niewyjaśniony, stanowi to niewątpliwą reklamę firmy InterRisk. Strach pomyśleć, co by było, gdyby mi się dom spalił. Przez 3 miesiące musiałbym czekać na jakąś część kwoty wycenionej przez niezależną, niezwiązaną z ubezpieczycielem instytucję i żyć pod mostem?

Gdyby ktoś inny miał jakieś pierepałki z ubezpieczycielami, to informuję, że Rzecznik Finansowy przyjmuje skargi i wspiera telefonicznie, za darmo
https://rf.gov.pl/skargi/dyzury-telefoniczne
 
Nie polecam tego ubezpieczyciela, jeżeli chcecie zachować zdrowie psychiczne i dużo czasu, nie ubezpieczajcie się tam!

PS. Tekst napisany tylko ku przestrodze i dla oszczędzenia nieprzyjemności innym!

czwartek, 28 kwietnia 2016

Mech - milczący świadek (tej) historii



Spacerując z psem po okolicznych nieużytkach często widzę, rosnący na naszych piaskach piątej i szóstej klasy, nie wiadomo skąd, zamiast ostrych, kępiastych traw, mech. Ja go nazywam, jeszcze od czasów podstawówki: mech plemnik, bo mi się nasuwa skojarzenie od właściwej nazwy: mech płonnik. Rośnie nawet na kamieniu, na podmurówce, bo jeszcze nie mam rynny i od północy ściana nigdy nie schnie. Lubię ten mech, kiedyś przywiozłem spod pola omszały kamień, jednak mój poprzedni pies upodobał sobie ostrzyć na nim pazury i niewiele go na głazie pozostało.




Pierwsze pamiętane wspomnienie z nim związane to był muchomor, piękny i dorodny, którego z mamą przynieśliśmy z parku właśnie z kępka mchu i zanieśliśmy do przedszkola. Pięknie się prezentował, jak kawałek lasu stojący na półce, chyba gdzieś w okolicach kibelka, z tego co pamiętam. Pamiętam też, że po kilku dniach z grzyba nic nie zostało, a zielony mech zmienił się w wysuszoną grudkę.



W sprzedaży są środki do zwalczania mchu na trawnikach, a ja swojego nie zwalczam, ba, nawet chciałbym mieć całą dużą polać mchu zamiast trawnika, lubię jego barwę, sprężynującą pod ciężarem ciała konsystencje, delikatność struktury.
Widziałem kiedyś angielski program o ogrodach, w którym ktoś miał mech zamiast trawnika, widziałem ile się trzeba namęczyć, żeby, nawet w warunkach angielskiej, deszczowej aury, rósł on tam, gdzie chcemy. Więc jednak jest to niepokorna roślina, następny punkt u mnie, pozytywny, rzecz jasna.



Kojarzy mi się mech również z czymś ponadczasowym, jakimś niemym świadkiem przemijania. Jest po prostu, trwa, milczy. Coś jak brud w kościele - żeby odczuć duchowy nastrój zadumy w kościele, nie może on być świeżo pomalowany, nieskalanie czysty, bez półcieni odmalowanych kurzem, kopciem ze świec, na wszystkich gzymsach i poziomych zakamarkach.




Świadczy o długotrwałości tego, co porasta. Jakoś nasuwa sprzeczne skojarzenia, bo z jednej strony wilgoć i zimno, brak słońca, a z drugiej - delikatność, subtelna barwa i, mimo wszystko, przyjemne doznania wzrokowe i dotykowe. Mówi się przecież: miękki jak mech.

Tak rzadko też zwraca uwagę na siebie - następny pozytyw, nie oszałamia feerią kształtów czy barw, a istnieje, prawie wszędzie. Coś jak ilustracja powiedzonka: jeśli coś jest głupie, a istnieje, to wcale nie jest to aż takie głupie...

Spójrzmy na mech przychylniejszym okiem, to element naszego świata, jak bakterie, których nie widzimy, a nie moglibyśmy bez nich żyć, trawić, chorować!



poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Świat alkoholi - alkohole świata

- Icek, a jak tam twój zięć, sprawdza się?
- A niezły, niezły, tylko nie umie pić ani grać w karty!
- Ale to chyba dobrze?!?
- On nie umie pić, a pije! On nie umie grać,  a gra!

Meandry YouTube naprowadziły mnie na wywiad z Markiem Kondratem przeprowadzony przez ulubionego mego wichrzyciela umysłowego, Kubę Wojewódzkiego, o winach była mowa, archiwalny bardzo program, sprzed wielu lat chyba.

I oto nasz aktor i biznesmen opowiadał, jak to wino służy nie tyle do upicia się, co stanowi pretekst do rozmowy, miłego spędzania czasu, kontaktów międzyludzkich, i muszę przyznać, coś w tym jest.
Wino to radość życia, a nie nawalanie się do szybkiej utraty przytomności.

Piwo z kolei mnie osobiście kojarzy się raczej z przeczyszczaniem nerek, imprezą raczej typu pub, tańce, sport, te klimaty. Narty, narty oczywiście.

Szczególnym przypadkiem piwa są:
Desperados - specyficzny smak, pasuje z limonką, z lemoniadą pomieszany...
Grzaniec na piwie - rozgrzewa, z sokiem, zimą, po lodowisku.
Alsterwasser, radler - fajnie się pija w niemieckich imbissach po rowerze.

Whisky to raczej klub, kominek, sączenie drinka z lodem, popalanie fajeczki, przy lekturze długimi zimowymi wieczory...

Wódka - wiadomo, szybko, mocno, po męsku, z Rosjanami, na klina, zmrożona, do potraw niektórych nieodmiennie sie z czystą kojarzących - galareta, ogórek kiszony, kiełbasa domowa, tłusta, z weka... No i wesela!

Jaegermeister - jeden kieliszeczek tylko z zamrażarki po niemieckiej w stylu i obfitości wieczerzy.

Martini - wieczorem, jak najdzie smak na ziołowe z limonką, wodą sodową, z lodem, w większych ilościach nie wchodzi... Skojarzenie - Bond!

Sake - brrr, chyba tylko z grzeczności wobec krajan kwitnącej wiśni

Ouzo - raz, na plaży w Grecji, okropny posmak po tym pozostał

Drinki - impreza,

Rum - mojito! I tylko tak!

Gin and tonic - a jak inaczej?

Koniak - kac

Szampan - Sylwester

Sangria - upał, tropik, lód w szklance, kraje śródziemnomorskie.

Z dziwnych rzeczy, które lubię to wino czerwone schłodzone jak białe, co prawdopodobnie dla niektórych stanowi profanację, ale tak mam i koniec. Lubię też rozcieńczać wino wodą, łagodzi to jego smak, robi się delikatniejsze i, oczywiście, starcza na dłużej...

Wódka z lodem - atakuje nerki.
Rum z lodem - atakuje wątrobę.
Gin z lodem - atakuje mózg.
Whisky z lodem - atakuje serce.
Wygląda na to, że ten cholerny lód szkodzi na wszystko!





czwartek, 14 kwietnia 2016

Bez spinki


Nie wiem jak inni, ale ja mam wręcz niebotyczne uznanie dla osób robiących coś z niedbałym, nonszalanckim wręcz mistrzostwem, i nie jest ważny wiek, płeć, uroda czy dziedzina, w której ów mistrz bryluje.

Od młodego, sprawnego spawacza, który szyje ściegiem pachwinowym ogromne płaty blachy, przez ujmującego brakiem gwiazdorstwa i profesjonalizmem w prowadzeniu czegokolwiek Wojciecha Manna, zachowującego się jak zwierzę sceniczne od małego Macieja Stuhra, bawiącego się i pasażerów kapitana lotu, który na tyle niebanalnie przekazuje zwykłe dla podróży powietrznej komunikaty, że przykuwa uwagę, wszelkiego rodzaju tancerki, śpiewaczki, aż do chodzącego z pewną dystynkcją i wprawą pana z kosiarką na parkowym trawniku.



 Aż przyjemnie popatrzeć na coś, co jest wykonywane niby bez wysiłku, od niechcenia, z wyraźną przyjemnością, choć każdy wie, ile za tym pozornym brakiem wysiłku jest godzin treningu, robienia czegoś, myślę, że nie będę odosobniony w przeświadczeniu, że ten ktoś musi wkładać w owo robienie czegoś pozytywne emocje.

Nie bawią mnie filmiki typu rzucanie tortami albo nagłe przestraszenie kogoś zza węgła. Tam nie ma pozytywnych uczuć, włącza mi się empatia i od razu wyobrażam  sobie, co musi czuć poszkodowany, a jak wiadomo najważniejszą moja dewizą jest: Nie rób drugiemu co tobie niemiłe (nigdy nie wiem, czy stawiać tam przecinek w środku, czy nie).

Osobną kategorią podziwu u mnie są autorzy parający się słowem pisanym, a zwłaszcza prozą, poezję trawię prawie wyłącznie w formie z odpowiednio dobraną muzyką - jak czytam Baczyńskiego czy nawet Mickiewicza niektóre wiersze automatycznie włączają mi Demarczyk, Grechutę czy innego Niemena.
Do autorów ciekawych lektur mam podziw wręcz graniczący z uwielbieniem, nic na to nie poradzę.

A jak jeszcze autor/autorka ma do siebie dystans, traktuje swoje rzemiosło z przymrużeniem oka, na luziku, bawi się konwencją, czasami stylizuje się na swoją własną parodię, pastisz etc, to już w ogóle może ze mną zrobić, co tylko zechce (żart, żart, ale nie tak do końca).

Taki Lem, dla naprzykładu, z jego wstępami do nieistniejących dzieł, bajkami robotów, traktatami filozoficznymi, ogromem wyobraźni i do tego wspaniały epistolograf z Mrożkiem, to już dla mnie prawie guru.

Wracając do pozornego braku wysiłku, tak naprawdę chyba wszyscy wiemy, ile to tak naprawdę wymaga czasu, trudu, tak niby od niechcenia machnąć karykaturkę, zaśpiewać coś perfekcyjnie a capella, czy pożonglować sześcioma piłeczkami jedną ręką...

https://www.facebook.com/TheRichest.org/videos/859896100781539/

Jest to bez wątpienia spektakularne, niezwykłe, niecodzienne i mimo że człowiek sam tego nie potrafi, podziwia nieznośną lekkość bytu. Czyżby schowane gdzieś w głębi człowieka przekonanie, że gdyby tylko chciał, miał czas, wziął się, miał odpowiednią motywację - też na pewno by tak potrafił?
To stąd popularność wszelkiego rodzaju programów typu Mam Talent?

http://joemonster.org/filmy/79477/Artysci_w_swoim_fachu_czyli_najlepsi_i_najszybsi_kompilacja

Jedynym wnioskiem, jaki wyciągam jest to, że lepiej coś robić, i to robić jak najwięcej różnych rzeczy, próbować prawie wszystkiego, żeby odnaleźć tę dziedzinę, która nam sprawi niepohamowaną, dziecięcą radość z robienia tego czegoś, a może przekształci się ona w profesję, tak jak u mnie, bo od dziecka fascynowało mnie jak coś działa, co jest w środku, dlaczego przestało, i tak jakoś się złożyło, że robię to, co lubię, jeszcze mi płacą, a na dodatek jeżdzę nie za swoje po różnych zakątkach globu, podczas gdy inni za to płacą grube pliki banknotów ciężko zarobionych w trudzie i znoju, czasem w nielubianej pracy.

A najśmieszniejsze jest to, że nigdy nie chciałem czegoś naprawiać za pieniądze, a tylko z czystej radości zmiany stanu skupienia ciała z uszkodzonego na naprawione.

 Jaką to daje satysfakcję można sobie wyobrazić właśnie obserwując kogoś od niechcenia naprawiającego w 15 minut coś, czego nie potrafi załoga znająca urządzenia na co dzień, ale nie potrafiąca skojarzyć możliwych zależności miedzy faktami, które sami przecież opowiadają naprawiającemu.

W życiu codziennym też chyba wolimy się otaczać ludźmi bez spiny, traktującym pobyt na tym ziemskim padole jako okazję do dobrej zabawy, także w pracy, i wiedzącymi co tak naprawdę jest ważne. Jak się wchodzi do domu z porysowanym parkietem od razu nasuwa się refleksja - ci, co tu mieszkają wiedzą, że podłogi są dla ludzi, a nie ludzie dla podłóg, tak jak to zaobserwowałem na jednym, bardzo drogim jachcie, gdzie kapitan chodził tylko w skarpetkach, już nie tylko po podłodze, ale po (sic!) pokrowcach pokrywających podłogę. Szczyt bezsensu!


I to przypomniało mi następną obserwację:
'Im droższy ktoś ma zegarek, tym mniej wolnego czasu'.