czwartek, 23 sierpnia 2012

Co jest na rzeczy...

Na rzeczy sa slady. Zwlaszcza na uzywanej. Preferuje uzywane, oczywiscie nie buty, ani zadne inne takie, ale juz samochody - owszem. Dlaczego to ja mam byc tym, ktory w momencie wyjechania z salonu samochodowego traci w pare sekund 1/3 wartosci pojazdu, na ktorego trzeba ciezko zapracowac? Poza tym, dlaczego to ja mam sie palowac z wszelkimi, nieudowodnionymi naukowa koniecznoscia, przegladami, wymianami plynow w serwisie autoryzowanym, w ktorym wszelkie uslugi sa co najmniej dwukrotnie drozsze? Jak mowi nauka o niezawodnosci urzadzen - wszelkie wady ukryte wychodza w czasie poczatkowej eksploatacji maszyny, potem to sie uspokaja, by na koniec zycia nakladaly sie wszelkie mozliwe luzy powstale podczas calego okresu amortyzacji, az naprawa staje sie nieoplacalna. A takie ksiazki - uwielbiam czytac ksiazki, ktore mialy poprzednigo wlasciciela, jakies dedykacje, zagiete rogi, uwagi na marginesach, czasem mocno wnikliwe...
Kazdy przedmiot, mimo poczatkowego wygladu standardowego nabiera cech indywidualnych wlasnie przez jego uzywanie - te ryski, plamki, wlasne naklejki, osobiste tla, wytarcia - tylko tak jestesmy w stanie odroznic nasz telefon, samochod od drugiego, takiej samej marki i modelu... Z jednej strony, staramy sie zbytnio nie wyrozniac, dazac do posiadania rzeczy takich jak inni, a jednoczesnie mania tuningowania, ozdabiania, podkreslania naszej indywidualnosci wylazi z nas na kazdym kroku.
Rzeczy przez slady mowia o swojej historii, mozna sie wsluchac, mozna odrzucic, udac sie do sklepu i oddac sie lansowanej przez srodki masowego przykazu manii zakupow, nowosci, niekoniecznie lepszej od tego starego modelu. Wiele jest takich przykladow, chocby np. w modelach telefonow firmy naszych, przez Baltyk, sasiadow, poslugujacych sie jezykiem z grupy ugro-finskich, na N. Kiedys byla np. w menu funkcja tymczasowego aktywowania profilu sciszonego, sam sie przelaczal na glosny. A teraz? Zanikla. W zadnym z nowszych modeli jej nie ma. I juz. Nowsze, lepsze jest wrogiem dobrego.
Przyzwyczailismy sie, ze nowe rzeczy sa coraz mniej trwale, co ma gleboki sens, w skrocie mniej wiecej taki, ze wydajemy pieniadze, ktorych nie mamy, na rzeczy, ktorych tak naprawde nie potrzebujemy, zeby zaimponowac ludziom, ktorych nie lubimy. Ja osobiscie staram sie tak nie robic, ale czasem korci, oj korci... :P
Gdyby rzeczy sie nie zuzywaly coraz szybciej, nasza gospodarke czekalaby stagnacja, deflacja, bezrobocie, ruina, choroba, smierc albo cos jeszcze gorszego. Pewnie wtedy ludzi nie stac byloby na kupowanie komputerow coraz szybszych, wiekszych, z coraz bardziej skomplikowanym oprogramowaniem, na ktorych powoli nikt sie tak naprawde nie zna, musieliby z glodu ograniczyc diete, zaczac hodowac warzywa na kazdym skrawku ziemi, np. na dachach i swiat stanalby na glowie - jedynym powszechnym i dostepnym srodkiem lokomocji bylby rower (kryzys naftowy, gazowy i lupkowy). Wiecie, ze teraz mlodzi nie wiedza jak zrobic twarog z mleka zsiadlego domowym sposobem? Dzieci mysla, ze mleko powstaje w fabryce, tak jak kokokola... I co z tymi wspanialymi SUVami, vanami, terenowkami, ktore w zyciu nie widzialy blota? Teraz juz wszyscy wiedza, ze wlasciciel Hummera ma pewne problemy....
Pogon za nowoscia, bezrefleksyjna, to cos jak instynkt lemingow - gnaja, gnaja, gnaja, bo wszyscy gnaja. Ktos kiedys zadal pytanie, jaka rzecz wywarla najwiekszy wplyw na zycie ludzi w ostatnim wieku - okazalo sie, ze samochod. Nie ten osobowy, choc to tez, ale mozliwosc latwego i szybkiego przewiezienia szybko psujacej sie zywnosci do miast - mozliwosc oddalenia miejsca wytworzenia jedzenia od miejsca jego konsumpcji. I co z mitami wolnosci, swobody, mozliwosci, jakie daje na wlasny pojazd? Przeszlo chyba na motocykle. Ciekawe, kiedys motocyklami jezdzili mlodsi, ktorych nie stac bylo na samochod, a teraz... co kask zdejmie to siwy leb, samochod, wcale nie byle jaki, w garazu, a motocykl do przejazdzek od swieta, dodajmy - motocykl czasem drozszy od zupelnie niezlego samochodu, dodac nalezy kombinezon, kask, rekawice, buty, pas na nerki, sakwy albo kufry i mozna wydawac duzo wiecej na swoje hobby niz na powszedni i bez polotu czterokolowiec.
Wsrod filozofujacych inteligentow panuje modna pogarda dla rzeczy doczesnych, ale nie oszukujmy sie, gdybysmy dziecku nie dali zadnych zabawek nie rozwineloby sie prawidlowo, poslugujac sie tylko abstrakcjami. Niektorzy z tych zabawek nigdy nie wyrastaja, i to obu plci sie tyczy ta uwaga, choc tych w spodenkach bardziej.

3 komentarze:

  1. Noo proszę ! Wreszcie się Szanowny Pan czymś poważnym zajął w wolne wieczory po pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za komentarz u mnie na blogu. Odnosząc się do niego twierdzę, że normalność bywa dyskusyjna w moim przypadku ;) Z założenia blog miał być dla zagubionych kobiet (nie tylko dla humanistów, które nie mają pomocy ze strony mężczyzn w codziennych zmaganiach (również tych teoretycznie typowo męskich). Cieszę się jednak, że jest też zainteresowanie płci męskiej, w jakiś sposób pochlebia mi to :)
    Zastanawia mnie czego szukałeś, że trafiłeś na mój blog? Znalazłeś chociaż?
    Przeleciałam, jak pies przez pole, kilka Twoich wpisów. Bardzo fajnie czytało się i podzielam Twoje zdanie w wielu poruszanych kwestiach np. w kwestii szkolnictwa, bezmyślnego nabywania towarów. Podobał mi się nawet tekst o tym jak "bałagan" warunkuje atmosferę w domu ;) Zaraz wyjdzie, że same dobre rzeczy piszę, ale Twoja deska do krojenia też mi się podobała (zaprezentowana w poście o karpatce) i wpis o sobie też. Okazało się, że bardziej dogłębnie przejrzałam komentarze i dzięki temu spodobał mi się wiersz Szymborskiej o mężczyźnie bałaganiarzu - świetny, jak z resztą duża część jej twórczości.

    OdpowiedzUsuń
  3. trafilem z polecenia innego bloga o majsterkowaniu, a znalazlem chociazby interpretacje wydruku z badania hamulcow :) Niestety fotki nie sa moje, ja znajduje je tylko w necie. Oby wiecej takich nienormalnych ludzi, bo szukam takich i skrzetnie gromadze jako znajomych

    OdpowiedzUsuń